W styczniu doszło do dość niepokojących wydarzeń na rynkach finansowych. Indeksy giełdowe szybko spadały, czemu towarzyszyła korekta na rynku walutowym, gdzie euro, a zwłaszcza dolar, zaczęły odrabiać straty do złotego. W świetle tych wydarzeń można było mieć pewne obawy, czy przypadkiem Polski nie opuszcza kapitał zagraniczny, który być może wraz z nowym rokiem znalazł sobie atrakcyjniejsze miejsca do inwestowania. W końcu po dwóch latach hossy w kursach polskich akcji odzwierciedlone są już w dużym stopniu oczekiwania szybkiego wzrostu gospodarczego.
Efekt stycznia w lutym?
Tymczasem luty rozpoczął się dokładnie odwrotnie niż styczeń. Indeksy idą w górę razem ze złotym. W mijającym tygodniu euro spadło poniżej 4 zł. Wydarzenia z początku roku wydają się już mniej niepokojące. Także jeśli spojrzeć na giełdy w naszym regionie, to nie widać, by inwestorzy zagraniczni zaczęli masowo wycofywać się z rynków nowych członków UE. Węgierski BUX niezmiennie bije rekordy.
Rynek okazał się silniejszy, niż można było oczekiwać jeszcze niedawno. Przecena WIG20 została powstrzymana jeszcze zanim indeks blue chips dotarł do 1800 pkt. Wskaźnik bez większych problemów pokonał 1900 pkt i zbliżył się do szczytu z 3 stycznia na poziomie 1967 pkt. Ta łatwość, z jaką rynek odrabia straty i powraca do szczytów trendu wzrostowego, świadczy o tym, że hossa trwa. Są wciąż większe szanse na to, że kursy akcji będą iść w górę niż na to, że będą szybko i długo spadać. Szybki powrót WIG20 do styczniowego maksimum świadczy jeszcze o jednym - w warunkach trendu wzrostowego takiego jak obecnie krótkoterminowe sygnały sprzedaży należy traktować bardzo ostrożnie.
To nie jest wybiórcza zwyżka