Wczorajsza sesja na całym rynku przebiegała w rytm zmian układu sił na jednej spółce. Tym przewodnikiem były papiery Telekomunikacji. Do południa, po słabym początku, ceny akcji TP zyskiwały na wartości. Indeks niemal doskonale odwzorowywał ich zachowanie. Przed 14.00 kurs TP ponownie zaczął spadać, co przełożyło się na szybki zjazd indeksu. Kontrakty także zachowywały się podobnie jak papiery telekomu, ale tu emocje mają większe znaczenie, co przekładało się na zmiany wartości bazy.
Jedynie w końcówce sesji rynek zdobył się na samodzielne zachowanie. Gdy cena akcji TP oscylowała wokół 21 złotych, reszta rynku odpierała naciski podaży. Kontrakty radziły sobie z tym najsłabiej. Końcówka należała tu do niedźwiedzi. Pesymizm był na tyle duży, że "przekręcił" bazę ponownie na stronę wartości ujemnych.
Takie zachowanie rynku z pewnością zastopuje zapędy byków, by z marszu atakować poziom szczytów hossy. Trwający od dwóch tygodni wzrost cen nie miał jeszcze większej korekty. Biorąc pod uwagę bliskość szczytów i zmęczenie popytu ostatnią zwyżką, obecne poziomy wydają się odpowiednie do lekkiego spadku. W tej chwili poziomem wsparcia jest z pewnością wykreślona w piątek luka hossy. Jest ona o tyle ważna, że swoją obecnością zmiotła negatywny wydźwięk innej luki, tym razem bessy, z początku stycznia. Wybicie z klina zwyżkującego straciło poważnie na znaczeniu.
Można się zastanawiać, czy popyt jest faktycznie na tyle zdeterminowany, by porywać się na atak, mający na celu bicie kolejnych rekordów hossy. Mała odległość od szczytu takiemu atakowi służy, ale po przerwie. Najpierw niech byki złapią oddech. Podaż robi się coraz śmielsza i wymaga znacznie większego wysiłku ze strony kupujących. Im będziemy wyżej, tym będzie to bardziej widoczne.