Reklama

Po (nie)właściwej stronie rynku

Po przekroczeniu poziomu 2 tys. punktów WIG20 ma otwartą drogę do rekordu z 10 marca 2000 roku. Na zamknięciu sesji wartość indeksu wynosiła wtedy 2481,8 pkt. Czy wynik uda się poprawić?

Publikacja: 21.02.2005 10:10

Pod koniec zeszłego roku indeks dużych spółek przekroczył 62-proc. zniesienie internetowej bessy 2000-2001, znajdujące się na 1910 pkt. Niektórzy badacze zasad rządzących zmianami kursów twierdzą, że kolejnym celem dla nowego trendu jest zniesienie całej poprzedzającej go tendencji. Skoro tak, to dlaczego WIG20 nie miałby zbliżyć się, a być może nawet przekroczyć, do poziomu 2500 punktów?

Hossa nie jest wieczna

Tam, gdzie w grę wchodzą zbiorowe emocje, rzadko dochodzi do oczywistych rozwiązań. W pewnym momencie niemal wszyscy ulegają złudzeniu, że właściwie nie ma odwrotu i jeden określony scenariusz musi być realizowany. Oczywiście, scenariusz ten zgodny jest z giełdową pozycją większości wierzących w jego spełnienie. Mylić zaczynają się prawie wszyscy - analitycy, komentatorzy, większość inwestorów.

Notowania na giełdzie rosną, bo akcje polskich spółek kupują zagraniczni gracze - to prawda, którą żywimy się wszyscy. Czy to w jakiś sposób stanowi gwarancję, że trend wzrostowy będzie trwać choćby jeden dzień dłużej? Powody, dla których "zagranica" kupuje walory polskich spółek, też wydają się oczywiste - bo polską gospodarkę, po wejściu do Unii Europejskiej, czeka okres prosperity. Ale to nie oznacza jeszcze, że opinia ta nie może się zmienić. Niedawno jeden z przedstawicieli zagranicznych instytucji działających na GPW zapytał nas, dlaczego polskie fundusze emerytalne nie korzystają z dobrodziejstw rynku kontraktów terminowych. Nie bardzo potrafił zrozumieć, że instrument ten uważany jest za niebezpieczny, a dodatkowo stopa zwrotu z akcji w długim terminie jest wyższa od zysku na obligacjach. - A gdyby polska giełda znalazła się na początku kilkunastoletniej bessy tak jak rynek w Tokio na początku lat 90., to jakie byłyby zyski z akcji? - argumentował. Na podstawie jednej rozmowy trudno wyrobić sobie pogląd na temat całej zbiorowości zagranicznych inwestorów, ale to sygnał, że dobre długoterminowe oceny polskiej gospodarki nie są nam dane raz na zawsze.

Spełnione wymagania

Reklama
Reklama

To co napisałem nie znaczy, że uważam trend wzrostowy za zakończony albo bliski końca. Podobnie jak większość inwestorów nie wiem, kiedy skończy się zwyżka. Z pewnym prawdopodobieństwem można jedynie stwierdzić, że niektóre wskaźniki dopuszczają taką możliwość. Mam tutaj na myśli zmienność rynku, która ostatnio zdecydowanie wzrosła, wysokie obroty, przekraczające 1 mld zł, i niewielki odsetek spółek, biorących udział w hossie. Z hossy wyłączone są na przykład średnie firmy - indeks MIDWIG od kwietnia zeszłego roku znajduje się w trendzie bocznym.

Ostatnio doszło także do rozłamu między Indeksem Cenowym PARKIETU a WIG i WIG20. Wskaźnik wyliczany przez PARKIET, obejmujący wszystkie spółki, zanotował maksimum 7 lutego, WIG i WIG20 miały najwyższe wartości w trendzie wzrostowym w piątek. Jeśli porównać obecną relację między wskaźnikami z sytuacją kończącą internetową hossę, to nie jest ona niebezpieczna dla zwyżki. Zanim w 2000 roku doszło do załamania rynku, przez kilka tygodni to Indeks Cenowy spisywał się lepiej niż WIG i WIG20.

Nie zmienia to faktu, że charakter rynku jest typowy dla końcowej fazy trendu wzrostowego. Odpowiedzi na pytanie, ile taki stan może potrwać, zanim dojdzie do załamania, można szukać na przykład na Węgrzech. Wykres indeksu BUX, który rośnie w szybszym tempie od WIG i WIG20, kreśli regularną hiperbolę. Zmienność notowań jest tam coraz bliżej historycznego maksimum z 1998 roku i wciąż się zwiększa. Gdyby wykresy indeksów WIG20 i WIG miały choćby w przybliżeniu dogonić BUX, to poprawienie rekordu z 2000 roku jest bardzo prawdopodobne.

Czy warto się mylić?Załóżmy, że dochodzimy do wniosku iż rzeczywiście zbliża się przesilenie, ale nie podejmujemy się określić dokładnego momentu zmiany trendu. Można spróbować zadać sobie pytanie, czy warto w pewnym momencie zaryzykować złapanie szczytu i sprzedać posiadane walory? Jeśli tego nie zrobimy, jest przesądzone, że w pewnym momencie znajdziemy się po niewłaściwej stronie rynku. Tak jak większość, będziemy w błędzie. Z drugiej strony sprzedając za wcześnie, pozbawiamy się potencjalnych zysków. Spoglądając na wykres BUX dochodzimy do wniosku, że mogą być one znaczne. W sytuacji, kiedy rośnie zmienność rynku, redukcja zaangażowania w akcje wydaje się rozsądnym rozwiązaniem - zyski nie muszą uciec, a jednocześnie znalezienie się w pewnym momencie po niewłaściwej stronie rynku nie będzie tak bolesne. Takie prewencyjne działanie, kiedy wydaje się, że wszystko rośnie, a wszyscy wokół zarabiają pieniądze, jest bardzo trudne.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama