Ostatnie dni przyniosły wzrost notowań złota do ponad 442 USD za uncję, tj. najwyższego poziomu od dziesięciu lat. Tendencji tej sprzyjało osłabienie dolara, a także rekordowo wysokie ceny ropy naftowej.
Spadek kursu waluty amerykańskiej pobudziły w zeszłym tygodniu dane, które wykazały w lutym większy niż przewidywano wzrost bezrobocia w USA. Wyniosło ono 5,4% w porównaniu z 5,2% w styczniu. Podobny efekt miało pojawienie się oznak ożywienia w gospodarce japońskiej oraz najwyższe od dziesięciu miesięcy notowania na giełdzie tokijskiej.
Do deprecjacji dolara przyczyniło się też stwierdzenie premiera Japonii Junihiro Koizumi, że jego kraj powinien rozważyć zróżnicowanie rezerw walutowych - obecnie największych na świecie. Waluta USA straciła na wartości także wskutek wypowiedzi członka rady Europejskiego Banku Centralnego Nouta Wellinka, który nie wykluczył zaostrzenia przez tę instytucję polityki pieniężnej, aby przyhamować inflację. Ewentualna podwyżka stóp procentowych sprzyjałaby wzmocnieniu euro, a tym samym osłabieniu dolara.
Ponadto złoto zyskało na atrakcyjności jako zabezpieczenie przed nadmierną inflacją, do czego przyczyniły się rekordowe ceny ropy naftowej. Gdy w czwartek ich wzrost został zahamowany, przestało drożeć także złoto.
Na nowojorskim rynku Comex metal ten z dostawą w kwietniu kosztował wczoraj 441,80 USD za uncję, w porównaniu z 442,90 USD dzień wcześniej i 430,80 USD w poprzedni czwartek.