Jeszcze na początku lutego notowania - producenta m.in. butli na gazy techniczne - sięgały prawie 14 zł. Później zaczęły się obsuwać. Wyraźny impuls dała zniżce publikacja wyników za IV kwartał 2004 r. Wczorajszy kurs to 10,9 zł (spadł o 3,5%) - jest najniższy od marca 2004 r. (ustanowione wówczas roczne minimum to 10,25 zł), czyli od czasu, kiedy jeszcze nie były znane rekordowe dane za I kwartał ubiegłego roku. Dlaczego kurs wrócił teraz do punktu wyjścia? Wiele wyjaśnia raport za IV kwartał 2004 r. Potwierdził wprawdzie, że zeszłoroczne osiągnięcia przedsiębiorstwa były - jeśli chodzi o przychody - najlepsze w jego giełdowej historii (obroty wzrosły o prawie 38% w porównaniu z wypracowanymi w 2003 r.), a w przypadku zysku netto najwyższe od 1998 r. Firma pochwaliła się też wzrostem popytu w kluczowych dla siebie segmentach rynku (butle na gazy techniczne, jak i butle spawane). Z drugiej jednak strony, inwestorzy przekonali się, że z kwartału na kwartał spółka ma coraz większą zadyszkę. Ich oczekiwania - mocno wcześniej rozbudzone - najwyraźniej nie zostały zaspokojone.
W trzech ostatnich miesiącach ubiegłego roku Milmetowi nie pomogły nawet wysokie obroty. Akcjonariusze musieli przyjąć do wiadomości, że w tym okresie firma miała stratę ze sprzedaży i symboliczną (1 tys. zł) stratę netto - pierwszą od II kwartału 2002 roku. We znaki dał się przedsiębiorstwu wzrost cen surowców (stal). - Bardzo mocno na naszą niekorzyść działał także silny złoty. Wyraźnie ograniczył rentowność - tłumaczy prezes Jerzy Kościelniak. Dlatego ostatecznie wyniki okazały się gorsze niż w IV kwartale 2003 r. - Nie czekamy biernie na poprawę sytuacji. W 80% ceny naszych wyrobów są już powiązane z cenami surowców i rosną razem z nimi. Zmieniamy też kierunki sprzedaży eksportowej. Szukamy rynków, na których możemy uzyskać lepsze warunki. W praktyce np. zamiast do Europy Zachodniej wysyłamy butle do Turcji, czy na Ukrainę - wyjaśnia prezes. - Takie działania nie są widoczne od razu. Już jednak zaczynają przynosić efekty - zapewnia. Jego zdaniem, inwestorzy zobaczą rezultaty starań Milmetu w wynikach za I i II kwartał. Prezes jest przekonany, że w tych okresach spółka nie będzie miała strat. W środę planami finansowymi na ten rok zajmie się rada nadzorcza.
Sosnowiecki Milmet kontrolowany jest przez czeską Lahvarnę Ostrava (ma prawie 48% akcji). W gronie największych akcjonariuszy są także Skarb Państwa (25%) i fundusze kierowane przez SEB TFI (10%).