Posiadacze akcji z pewnością zechcą jak najszybciej zapomnieć o wczorajszej sesji. Warszawską giełdę nawiedziła bowiem fala spadków niewidziana od bardzo długiego czasu. Spektakularną przecenę rzędu kilku procent zaliczyły właściwie wszystkie liczące się spółki, z wyjątkiem KGHM, który wprawdzie też zniżkował, ale w dość ograniczonym zakresie. Paniczne pozbywanie się akcji, które całkiem niedawno kupowano niemalże jak leci, tłumaczy się zmianą nastawienia inwestorów do rynków wschodzących. Wystarczy porównać zachowanie się innych giełd naszego regionu. Wobec spadków indeksów giełd w Budapeszcie i Pradze, które oddały wczoraj ponad 5%, nasz rynek i tak był stosunkowo mocny. Przyczyną tego nagłego wybuchu pesymizmu w Europie Środkowej jest rosnąca od paru dni rentowność na amerykańskim rynku długu, osła-biająca waluty naszego regionu.
Do tych przyczyn dołożyła się jeszcze jedna - wypowiedź ukraińskiego ministra gospodarki, który zasugerował, że Ukraina może zdywersyfikować swoje rezerwy walutowe, zwiększając w nich udział euro. Reakcja inwestorów na rynku walutowym była jednoznaczna. W Polsce dodatkowym czynnikiem studzącym nieśmiałe przejawy optymizmu jest jak zwykle sytuacja polityczna. SLD, opowiadający się za wyborami w terminie konstytucyjnym, chce przekonywać premiera Belkę do pozostania na stanowisku do jesieni. On sam prezentuje na razie nieprzejednane stanowisko, twierdząc, że 5 maja uzna misję swego rządu za wypełnioną. Nie wiadomo, jak zachowa się prezydent Kwaśniewski, borykający się ze swoimi kłopotami, i którego autorytet został ostatnio mocno nadszarpnięty w związku z pracami komisji orlenowskiej. Nerwowość na scenie politycznej raczej nie zachęca do śmiałych posunięć inwestycyjnych, warto jednak pamiętać o starym powiedzeniu, które głosi, że akcje należy kupować, gdy leje się (choćby w przenośni) krew. n
Zwróć uwagę:
TP - spółka osiągnęła poziom 20 zł, stanowiący mocne wsparcie.