Poza pierwszymi minutami handlu piątkowa sesja na warszawskiej giełdzie przebiegła w spokojnej atmosferze. Można mniemać, że wczoraj uwaga krajowych inwestorów zwrócona była bardziej w kierunku informacji z Watykanu, a przez to mało komu chciało się żartować.

Udany początek sesji mógł oznaczać kontynuację kilkudniowego odbicia. Maksimum sesji wypadło sporo powyżej szczytu z czwartku, ale indeks nie utrzymał wysokich poziomów i szybko spadł do poziomu zamknięcia poprzednich notowań. Ostatnie transakcje zawarte zostały przy niskim poziomie 1988 pkt, co pewnie dodatkowo popsuło już i tak smętne humory inwestorów. Fakty są niestety takie, że luka bessy nie została ponownie domknięta, a średnia krocząca z 15 sesji właśnie przebiła od góry wolniejszą z 45 dni. Nadal kluczowe znaczenie ma obrona poziomu 1930 pkt, na którym aktualnie znajdują się długoterminowa średnia i "ostatnie" zniesienie Fibonacciego dla wzrostowego impulsu ze stycznia i lutego.

Pewną otuchą napawają krótkoterminowe wskaźniki techniczne. Dzięki temu, że ostatnio mocno zniżkowały, mają w tej chwili sporo miejsca do ewentualnego wzrostu. Pokonanie w cenie zamknięcia poziomu 2012 pkt powinno otworzyć drogę do dalszych zwyżek, co z kolei pozwoli na powrót wskaźników ponad poziomy równowagi.

W dłuższej perspektywie kluczowe znacznie ma obrona wzrostowej średniej kroczącej ze 100 sesji. Obawiam się, że jej pokonanie przyniesie kolejną falę wyprzedaży, która sprowadzi indeks największych spółek do poziomu 1810 pkt. Jego obrona powinna przynieść korekcyjny wzrost (do 1990 pkt), który dopełni formację głowy z ramionami. Spadek poniżej wymienionego wsparcia spowoduje dalszą zniżkę do poziomu 1610 pkt. Co może powstrzymać taki rozwój wypadków? W mojej ocenie dalszy spadek kursu PLN do poziomu 4,30 i stabilizacja w tym obszarze. Przy takiej relacji jest według. mnie szansa na powrót zysków spółek eksportowych, które być może stanęłyby wówczas w roli przejmujących pałeczkę od zmęczonych już liderów WIG20.