Jest co dzielić. W ubiegłym roku grupa PZU zarobiła na czysto 2,19 mld zł, najwięcej w historii. Jest to także rekordowy wynik wśród wszystkich instytucji finansowych działających w Polsce. Majątkowe PZU wypracowało w ub.r. na czysto 1,42 mld zł.
Sprzeczne priorytety
Dzisiaj odbędzie się posiedzenie rady nadzorczej ubezpieczyciela, na którym ma być zaopiniowana propozycja zarządu co do wysokości dywidendy. - Zarząd PZU podtrzymuje swoją wcześniejszą deklarację zarekomendowania walnemu zgromadzeniu przeznaczenia około 50% ubiegłorocznego zysku na dywidendę - powiedział nam wczoraj Tomasz Fill, rzecznik spółki. Jaka będzie opinia rady? Nie wiadomo. W zasadach nadzoru właścicielskiego, podpisanych przez ministra skarbu Jacka Sochę, jest taka, która mówi, że na dywidendę można przeznaczyć do 15% zysku za 2004 r. (w szczególnie uzasadnionych przypadkach walne może ją podwyższyć). Przemysław Morysiak, wiceminister skarbu odpowiedzialny za instytucje finansowe, w tym PZU, nie znalazł wczoraj czasu, aby poinformować, jakie wyda rekomendacje członkom rady PZU.
Zdecydować może walne
Skarb Państwa ma w radzie czterech członków, tyle samo holenderskie Eureko (stanowisko przewodniczącego jest nieobsadzone). Wszystko wskazuje na to, że przedstawiciele Eureko poprą wniosek zarządu. Holendrzy są bowiem zwolennikami konsekwentnej polityki dywidendowej, a spółka nie potrzebuje aż tyle wolnego kapitału. Jeśli członkowie rady nie dojdą do porozumienia, o podziale zysku zdecyduje walne, które ma się zebrać pod koniec maja. Większość głosów, bo ponad 55%, ma SP, więc to od jego przedstawicieli zależy, ile pieniędzy trafi do akcjonariuszy. W "najgorszym" scenariuszu do podziału będzie maksymalnie 212,4 mln zł, w najlepszym - 708 mln zł. Daje to odpowiednio 2,5 zł i 8,2 zł brutto na akcję (trzeba zapłacić jeszcze 19-proc. podatek).