Logistyka jest wciąż traktowana po macoszemu. Choć katedry kształcące specjalistów w tym zawodzie mają niemal wszystkie uczelnie ekonomiczne w kraju, brakuje wykształconych logistyków i zaopatrzeniowców. Oferty pracy dla nich zgłaszają głównie firmy, w których logistyka jest podstawą działalności. A przecież - jak podkreślają specjaliści - łańcuch dostaw to jeden z najbardziej skomplikowanych i kosztownych procesów w każdej firmie. Nierzadko decyduje on o powodzeniu przedsiębiorstwa. 7 kwietnia w Warszawie, podczas Warsztatów Logistycznych zorganizowanych przez Forum Logistyki Wincanton, eksperci będą zastanawiać się nad przyszłością zarządzania łańcuchem dostaw w firmach handlowych.
Według Macieja Kuźmierkiewicza (menedżera w warszawskim biurze A.T. Kearney, które również weźmie udział w imprezie), na całym świecie zaopatrzenie traktuje się coraz częściej jako sposób dodania wartości firmie poprzez stosowanie nowoczesnych technik zarządzania kosztami. Nie nadążają za tym jednak nie tylko polskie firmy, ale większość przedsiębiorstw z Europy Środkowowschodniej.
Według tegorocznego studium A.T. Kearney (to już piąte takie badanie przeprowadzone od 1992 r.) udział spółek stawiających sobie za cel tworzenie wartości poprzez zaopatrzenie zwiększył się z 28% w 1999 r. do 66%. W takiej samej liczbie firm osoby zajmujące się zagadnieniami zaopatrzenia wchodzą już w skład zarządów. Jeszcze 5 lat temu rzadko (bo w ponad 40% mniejszej liczbie przypadków) logistyk wchodził w skład ścisłego kierownictwa firmy.
- Uzyskiwanie oszczędności kosztowych za pomocą tradycyjnych strategii zakupowych już nie wystarcza - mówi Maciej Kuźmierkiewicz. - Dzisiaj szefowie firm oczekują, że zaopatrzenie pomoże im także w uzyskaniu innych korzyści operacyjnych oraz w osiągnięciu celów strategicz-nych.
Według analityków, 83% przedsiębiorstw z Europy Zachodniej stara się racjonalizować zakupy, stosując nowoczesne narzędzia i ograniczając różnorodność nabywanych materiałów dzięki korzystaniu z norm. W Europie Wschodniej ten odsetek wynosi 35%. Mimo że coraz więcej firm ma narzędzia pozwalające na śledzenie, gdzie w procesie zaopatrzenia i dostaw rodzą się największe koszty i teoretycznie mogłaby je dzięki temu ograniczać - umiejętnie korzysta z tego zaledwie 5% badanych podmiotów. I tu otwiera się pole do popisu dla specjalistów. Zwyczajne studia ekonomiczne w większości nie przygotowują do korzystania z narzędzi logistyczno-zaopatrzeniowych. Taką wiedzę mają jednak logistycy. Czyżby był to kolejny "zawód przyszłości"?