Rynek oczekiwał, że szef amerykańskiego banku centralnego powtórzy ostrzeżenia wyrażone wcześniej przez Fed o rosnącej presji inflacyjnej spowodowanej wysokimi cenami ropy naftowej na rynkach światowych. Tymczasem Greenspan na konferencji energetycznej w San Antonio wstrzymał się od stwierdzenia, że rekordowe ceny ropy przyczyniają się do przyspieszenia inflacji w USA. Wyraził natomiast opinię, że siły rynkowe w końcu wpłyną na ograniczenie wzrostu cen ropy. Dodał też, że można spodziewać się dalszego wzrostu zapasów tego surowca i w związku z tym uznał, że ostatni wzrost cen ropy będzie krótkotrwały.
Dilerzy rynku walutowego stwierdzili, że skoro Greenspan nie dał żadnego nowego sygnału, który podgrzałby spekulacje dotyczące następnych podwyżek stóp procentowych, to przy obecnych kursach nie ma powodów, by kupować dolary.
Kursowi amerykańskiej waluty nie pomogły też wczoraj informacje, że Klub Paryski zasugerował możliwość zaakceptowania wcześniejszej spłaty przez Rosję zadłużenia denominowanego w dolarach. Analitycy BNP Paribas uznali, że Rosja może w takiej sytuacji zamienić dolary na euro, aby spłacić swoich wierzycieli, z których największym są Niemcy.
Dolar osłabił się wczoraj przed południem w Londynie do 1,2910, z 1,2869 we wtorek wieczorem w Nowym Jorku. Podczas dalszych notowań uczestnicy tego rynku uznali jednak, że przyczyny spadku jego kursu miały przede wszystkim techniczny charakter, po znacznym umocnieniu się amerykańskiej waluty w ostatnich dniach. Od 22 marca, kiedy Fed 7. raz z rzędu podniósł stopy procentowe w USA, kurs dolara wzrósł o 2,1% w stosunku do euro i o 2,8% wobec jena.
Do osłabienia tych walut przyczyniły się też w ciągu dnia informacje makroekonomiczne. W strefie euro po raz trzeci z rzędu w marcu spadła sprzedaż detaliczna, a japoński indeks wiodących wskaźników ekonomicznych spadł w lutym poniżej 50, co zapowiada spowolnienie tempa wzrostu w tej drugiej co do wielkości światowej gospodarce. Po południu za euro płacono w Londynie 1,2883 USD.