Trwa spokojne odreagowanie na rynkach naszego regionu, w połowie marca dotkniętych uciecz-ką kapitału zagranicznego. To, że najczarniejsze scenariusze związane z tamtymi wydarzeniami się nie sprawdzają, świadczy powrót kupujących na Węgrzech. Sytuacja tam jest o tyle istotna, że budapeszteński BUX - w przeciwieństwie do WIG20 - od maja ub.r. znajdował się w stabilnym, praktycznie pozbawionym korekt, trendzie wzrostowym. Stąd też nagłą marcową wyprzedaż można było traktować jako wiarygodny sygnał sprzedaży. Tymczasem kupujący nie poddali się tak łatwo i BUX zdołał odrobić już połowę niedawnych strat.
Czy szybkie odreagowanie na Węgrzech dobrze wróży całemu regionowi? To już nie jest takie pewne. Po pierwsze, odbicie w Budapeszcie to efekt wcześniejszego drastycznego wręcz wyprzedania obrazowanego przez wskaźniki techniczne. Histogram MACD w ciągu zaledwie miesiąca pokonał drogę od skrajnie wysokiego do skrajnie niskiego poziomu. Tak ekstremalne wartości tego wskaźnika notowano jeszcze w 1998 r. To sugeruje, że w porównaniu z wcześniejszym stabilnym trendem zrobiło się nagle bardzo nerwowo. Powrót spadków nie jest wykluczony. Poza tym niewiele wskazuje na to, że odreagowanie jest dziełem inwestorów zagranicznych, którzy mieli decydujący udział w hossie w ubiegłym roku. Kursy walut w regionie pozostają w pobliżu ostatnich minimów.
Zarówno BUX, jak i WIG20 dotarły do poziomu 50-proc. zniesienia marcowej fali przeceny. Jeśli - mimo wspomnianych wyżej wątpliwości - indeks pokona opór, sytuacja będzie sprzyjała bykom. Już pojawił się zresztą sygnał kupna MACD. W takim wypadku WIG20 powinien dotrzeć do lutowego szczytu - 2118 pkt. Motorem zwyżki może pozostać w najbliższym czasie PKN Orlen, "napędzany" coraz wyższymi cenami ropy naftowej. Wczoraj kurs koncernu pokonał podwójny szczyt z lutego i marca. Nie będzie niespodzianką, jeśli PKN będzie niebawem notowany nawet po 51 zł. Na tym tle słabiej wypadają Pekao i TP, które - podobnie jak WIG20 - odrobiły dopiero połowę marcowych strat.