Notowania ropy naftowej wzrosły na początku bieżącego tygodnia do rekordowego poziomu, po czym nastąpił ich spadek. W Nowym Jorku za baryłkę tego surowca płacono w poniedziałek 58,28 USD, a w Londynie cena gatunku Brent przekroczyła 57 USD. Zwyżkę notowań pobudził niesłabnący popyt na benzynę w USA, podczas gdy jej produkcja zmalała w związku z sezonowymi przeglądami technicznymi w rafineriach. Dało to powód do niepokoju, że w szczycie sezonu motoryzacyjnego amerykański przemysł rafineryjny może mieć trudności z pokryciem zapotrzebowania na to paliwo.
Do tego doszły obawy, że popyt na ropę wzrośnie na całym świecie, skłaniając Goldman Sachs Group do skorygowania w górę prognozy dotyczącej jej cen. Górną granicę, którą może osiągnąć cena baryłki ropy, podniesiono z 80 USD do 105 USD za baryłkę.
Emocje opadły we wtorek pod wpływem sygnałów z OPEC. Adnan Shihab-Eldin, pełniący obowiązki sekretarza generalnego tej organizacji, zapewnił o gotowości ponownego podniesienia limitów wydobycia. Pojawiła się też informacja o zwiększeniu w marcu dostaw przez OPEC o 0,8%, do 29,92 mln baryłek dziennie, co było najwyższym poziomem od czterech miesięcy. W środę dodatkowym impulsem do spadku notowań był dalszy wzrost w minionym tygodniu amerykańskich rezerw ropy, o czym poinformował Departament Energetyki.
W Londynie za baryłkę gatunku Brent z dostawą w maju płacono wczoraj po południu 54,70 USD w porównaniu z 55,44 USD w końcu sesji wtorkowej i 52,09 USD w poprzednią środę.