Nie sprawdził się czarny scenariusz i niedźwiedzie dały w ostatnich tygodniach odpocząć rynkowi. W analizie z końca marca - tuż przed zakończeniem fali wyprzedaży - pisałem, że ścierają się ze sobą dwa przeciwstawne czynniki. Z jednej strony na niekorzyść posiadaczy akcji działały wcześniejsze sygnały sprzedaży i negatywne wydarzenia fundamentalne (rosnąca atrakcyjność amerykańskich obligacji odciągająca kapitał z rynków wschodzących). Z drugiej strony przeciwko dalszej szybkiej przecenie głośno przemawiało skrajne wyprzedanie obrazowane przez wskaźniki, m.in. bardzo niskie wartości histogramu MACD.
Wyprzedanie zaważyło
Na razie wygrał ten drugi czynnik - wyprzedany rynek zaczął iść w górę. Odbywa się to przede wszystkim dzięki wycofaniu się podaży. Niezbyt duże obroty świadczą, że do podciągnięcia kursów nie był potrzebny duży wysiłek ze strony kupujących. Poza tym niewiele wskazuje na to, by na rynek powracali inwestorzy zagraniczni, którzy odgrywali decydującą rolę w naszym regionie w czasie wcześniejszych tegorocznych zwyżek. Złoty pozostaje w okolicy ostatnich minimów zarówno względem dolara, jak i euro. Pojawienie się sygnału dalszego osłabienia w postaci pokonania tych wsparć może być kwestią jednego, dwóch dni. W tej sytuacji obecna korekta to raczej dzieło inwestorów krajowych.
W analizie sprzed trzech tygodni pisałem też, że siła odbicia zadecyduje o tym, czy czas zweryfikować prognozę spadków w średnim terminie. Pytanie to pozostaje aktualne - czy odreagowanie jest już na tyle silne, że można uznać kontynuację spadków za mało prawdopodobną? Spójrzmy na sytuację techniczną WIG20. Indeks, powracając powyżej 2000 pkt, odrobił połowę marcowych spadków, co oznacza, że znalazł się na poziomie bardzo ważnego zniesienia. Histogram MACD nie tylko nie wskazuje już skrajnego wyprzedania, ale właśnie dał sygnał kupna. Zakryta została luka bessy z 16 marca (1993-2010 pkt). Osiągnięcia byków są więc zauważalne.
Jak w maju