Pierwsze w tym tygodniu sesje na giełdach nowojorskich rozpoczęły się pod znakiem dyskusji na temat wyników finansowych spółek. Firmy zza Atlantyku właśnie startują z publikacją raportów za I kwartał. Na razie nastroje inwestorów nie są najlepsze, a przyczynił się do tego jeden z trzech największych amerykańskich koncernów motoryzacyjnych - Ford. Potentat z Detroit już w piątek po zamknięciu notowań bardzo mocno skorygował w dół prognozę wyników na bieżący i przyszły rok. Informacja ta tak zaskoczyła inwestorów, że wczoraj na początku sesji akcje Forda staniały aż o 5,5%. Teraz rynek czeka, jakie wyniki kwartalne przedstawią inne czołowe spółki. W tym tygodniu raporty przedstawi 31 firm z indeksu S&P 500, w tym tacy potentaci, jak Citigroup, General Electric czy Apple Computer. Wczoraj jednak, pomimo złej prognozy Forda, indeksy raczej stały w miejscu. Pozytywnie na rynek akcji wpłynęła bowiem wiadomość o kolejnym, szóstym już z rzędu, spadku cen ropy naftowej. Do godz. 22.00 naszego czasu wskaźnik Dow Jones Industrial Average spadł o 0,12%, a technologiczny Nasdaq Composite stracił 0,36%.
Również na czołowych rynkach Europy zmiany cen akcji nie były duże, a indeksy nieznacznie straciły na wartości. Najmocniej taniały walory spółek naftowych, takich jak BP czy Total, co łatwo wytłumaczyć niekorzystnymi dla nich doniesieniami z rynku naftowego (wczoraj przedstawiciele OPEC potwierdzili też zwiększenie wydobycia od maja). W najbliższym czasie wyprzedaż może natomiast dotknąć europejskie banki. Tak twierdzą przynajmniej analitycy Goldmana Sachsa, którzy obniżyli rekomendację dla tej branży z "lepiej niż rynek" do "neutralnie". Uzasadniają to spodziewaną podwyżką stóp procentowych, co będzie miało negatywny wpływ na wyniki tych instytucji w latach 2006-2007. Dodają przy tym, że w obliczu spodziewanego pogorszenia koniunktury gospodarczej spadnie popyt na kredyty. Średni wzrost zysku europejskiego banku w 2006 r. eksperci Goldmana szacują na 12,3%.