Ta absencja dowodzi, że nie dały żadnych rezultatów dwuletnie wysiłki amerykańskiego sekretarza skarbu i jego kolegów z pozostałych sześciu najbogatszych państw, by przekonać Chiny o konieczności odejścia od polityki ścisłego powiązania ich waluty z dolarem. Wielu polityków i biznesmenów z USA i Unii Europejskiej uważa więc, że potrzebne są bardziej stanowcze kroki, by zmusić Pekin do uwolnienia, a więc w praktyce do zrewaloryzowania juana. Wobec niesłychanie dynamicznego rozwoju tamtejszej gospodarki jego kurs jest bowiem zaniżony, co faworyzuje producentów eksportowanych towarów i doprowadziło do rekordowego deficytu handlowego w USA, a hamuje wzrost w pozostałych krajach G-7.
Chiński eksport wzrósł o 33%
- Dotychczasowa spokojna dyplomacja nie skutkuje. Jesteśmy za wolnym handlem, ale uczciwym, bez manipulowania kursami walut - powiedział agencji Bloomberga Wilbur Ross, nowojorski finansista, który w ub.r. kupił dwie bliskie bankructwa amerykańskie spółki tekstylne. Chiny od 1995 r. utrzymują kurs juana na sztywnym poziomie 8,3 za dolara. To oznacza, że osłabienie dolara wobec innych walut powoduje też deprecjację juana, co ułatwia sprzedaż chińskich towarów za granicą.
Dopóki dolar był mocny, chińska polityka walutowa wzniecała protesty jedynie w USA. W ciągu minionych trzech lat kurs dolara, a więc również kurs juana do euro, spadł jednak o 32%. W rezultacie w ciągu roku zakończonego 31 marca chiński eksport w skali światowej wzrósł o 33%. Jednocześnie podrożały dla chińskich odbiorców towary produkowane w strefie euro. A ma to dla tego regionu kluczowe znaczenie, bo eksport generuje tam jedną piątą PKB. Między innymi dlatego MFW obniżył tegoroczną prognozę tempa wzrostu gospodarczego strefy euro do zaledwie 1,6%.
Czas na sankcje