Na zakończenie wczorajszej sesji akcje Polifarbu kosztowały 7,15 zł. To o 30% więcej niż w miniony czwartek (w piątek notowania były zawieszone). Inwestorzy "wyrównali" poziom kursu do ceny obowiązującej w wezwaniu. Ogłosił je w piątek holenderski inwestor - SigmaKalon, posiadający 67,19-proc. udział w kapitale spółki. Inwestorzy mogą zapisywać się na sprzedaż od 29 kwietnia do 30 maja. Za jedną akcję dostaną 7,26 zł. Po zakończeniu wezwania Holendrzy wycofają spółkę z giełdy. Wojciech Solarski, wiceprezes Polifarbu Cieszyn-Wrocław (który przygotowywał ówczesny Polifarb Wrocław do wejścia na giełdę w lipcu 1994 r.), mówi, że na obecnym etapie firma nie potrzebuje giełdy. - O tym, że spółka zostanie wyprowadzona z giełdy, nie przesądziły koszty, które ponosimy w związku z rynkiem kapitałowym. O decyzji tej przesądziły raczej obowiązki informacyjne, które musimy wypełniać, a które są zupełnie inne niż w korporacji, do której należymy - mówi W. Solarski. SigmaKalon, inwestor strategiczny Polifarbu, nie jest notowany na giełdzie. Rodowodu giełdowego nie ma też (poza polską spółką) żadna inna firma, kontrolowana przez Holendrów. - Można się było spodziewać, że prędzej czy później większościowy akcjonariusz podejmie taką decyzję - mówi W. Solarski. Dodaje, że polska firma jest już bardzo zintegrowana z zagranicznym koncernem. I to właściwie w każdym obszarze. Od struktury organizacyjnej, poprzez system informatyczny, sieć sprzedaży itp. Jego zdaniem, przy tak dużym stopniu integracji problemem okazało się np. wypełnianie zasad corporate governance.