Kontrakty terminowe na aluminium zdrożały wczoraj, ale i tak ich cena była najniższa od 9 lutego. Od wieloletniego maksimum z 10 marca cena tego metalu spadła o 9%. Wczorajsze lekkie odbicie było jedynie reakcją na wcześniejsze spadki, bo uwarunkowania fundamentalne nie wróżą hossy na tym instrumencie.

Od trzech miesięcy rosną zapasy - poinformował londyński Międzynarodowy Instytut Aluminium. W marcu wyniosły one 1,83 mln ton. O 2,9% więcej niż w lutym i aż o 17% więcej niż przed rokiem. Ogólne zapasy aluminium, łącznie ze złomem i metalem znajdującym się w procesie przetwórczym wzrosły w marcu o 2,5%, do 3,25 mln ton. Londyński instytut nie dysponuje jednak danymi z Chin i 11 innych krajów.

Tymczasem Chiny, które i produkują i zużywają najwięcej aluminium na świecie, w I kwartale zwiększyły o 18% jego produkcję. O 16% wzrosła też tam produkcja podstawowego półproduktu - aluminy. Władze Chin zapowiedziały już wprowadzenie od 1 maja 8-proc. podatku na import aluminy i 17-proc. VAT. Ma to zahamować rozwój tej branży, która jest niezwykle energochłonna, a wyłączenia prądu i tak są już w Chinach codziennością.

Na Londyńskiej Giełdzie Metali za tonę aluminium w kontraktach trzymiesięcznych płacono wczoraj po południu 1836 USD, o 6 USD, 0,3%, więcej niż na poniedziałkowym zamknięciu. W miniony wtorek tona aluminium kosztowała w Londynie 1870 USD, a 10 marca cena tego metalu osiągnęła 10-letnie maksimum na poziomie 2005 USD.