W marcu średnioroczny wskaźnik inflacji dla Polski wyniósł 4% (chodzi o wskaźnik HICP, który pozwala na porównania między poszczególnymi państwami UE). Tymczasem ceny usług finansowych rosły w tempie 5,7%, podaje Eurostat, unijne biuro statystyczne.
W ubiegłym roku średnioroczna inflacja w naszym kraju wynosiła 3,6%. Natomiast inflacja w usługach finansowych dochodziła do 8%. To oznacza, że instytucje finansowe, z których korzystają Polacy (głównie banki, poczta), podnoszą ceny swoich usług znacznie szybciej niż producenci innych towarów i usług nabywanych przez konsumentów.
W krajach "starej Unii" usługi finansowe również drożeją szybciej niż średnio reszta dóbr uwzględnianych w koszyku inflacyjnym. Jednak różnica nie jest tak duża. Średnioroczna inflacja w UE15 wyniosła w ub.r. 2%. Usługi finansowe podrożały o 2,7%.
Czy na podstawie danych Eurostatu można stwierdzić, że korzystanie z usług finansowych jest w Polsce droższe niż w innych krajach? Pośrednio odpowiedź można uzyskać, porównując udział danej kategorii w koszyku inflacyjnym w poszczególnych krajach.
Wiadomo, że w Polsce tzw. penetracja usług bankowych, czyli np. liczba rachunków bankowych w porównaniu z liczbą gospodarstw domowych, jest niższa niż średnia w regionie czy w Europie Zachodniej. Jednak na usługi finansowe wydajemy relatywnie więcej niż Czesi, obywatele państw należących do UE przed rozszerzeniem, nie mówiąc już o Węgrach, których kosztuje to najmniej. Dla statystycznego Polaka opłaty związane z usługami finansowymi stanowią 2,2% całkowitej kwoty wydatków konsumpcyjnych. Węgier wydaje niemal cztery razy mniej. Oczywiście, tylko w odniesieniu do zasobności swojego portfela. Pojedynczy przelew albo przekaz pocztowy może być tam tańszy niż w Polsce.