Maj zaczął się jak kwiecień - od stabilizacji czy wręcz lekkiego wzrostu. To, czy scenariusz z poprzedniego miesiąca będzie kontynuowany, zależy w dużej mierze od wytrzymałości wsparcia (1850 pkt), które w minionych dwóch tygodniach bodaj pięciokrotnie powstrzymywało spadki.
Po ostatnich spadkach techniczne wskaźniki osiągnęły poziom wyprzedania charakterystyczny dla 10-proc. korekt trwającej już ponad dwa lata hossy. Jeśliby więc założyć kontynuację długoterminowego trendu wzrostowego, to mamy teraz dość dobry moment na kolejny ruch w kierunku maksimów. Problem w tym, że bardziej prawdopodobny wydaje się wariant z większą, nawet kilkumiesięczną, korektą odnoszącą się do całego dwuletniego wzrostu. Wtedy takie wyprzedanie nie byłoby niczym nadzwyczajnym, a można wręcz powiedzieć, że stanowiłoby stały element krajobrazu.
Na pewno mniej optymizmu znaleźć można na wykresach poszczególnych spółek najbardziej ważących w indeksach. Dość dramatycznie wygląda PKN, który wyłamał się z kilkutygodniowej formacji dystrybucji, a w dodatku będzie musiał wnet stawić czoła ofercie swojego gdańskiego konkurenta. Na drugim biegunie jest TP, która wyraźnie przereagowała złe informacje, mogące w dodatku nie zmaterializować... No, ale to chyba jedyna większa spółka, na wykres której można patrzyć z pewnym optymizmem.
Po raz kolejny warto podkreślić kiepskie wyniki sektora produkcyjnego - pierwsze opublikowane już dane potwierdzają spadek zysków, a często i przychodów w wielu firmach. Pierwszy kwartał ubiegłego roku ustawił poprzeczkę bardzo wysoko i obawiam się, że na dodatnią dynamikę wyników spółek produkcyjnych poczekamy nawet do IV kwartału br.
Zwróć uwagę na: