Początek wczorajszej sesji nie wyglądał najlepiej. Niskie otwarcie sprawiało wrażenie, jakby tendencja spadkowa, trwająca od końca lutego tego roku, jeszcze miała zamiar przyspieszyć. Prawdopodobnie resztki optymizmu ulotniły się z rynku już we wtorek, kiedy to zakończenie notowań popsuło i tak niewesoły obraz indeksu WIG20. Ostatnie dwa tygodnie nie spowodowały może najbardziej dramatycznej przeceny w historii (np. w marcu było gorzej), ale w ciągu ostatnich pięciu lat nie było chyba okresu, w którym dziesięć kolejnych sesji opisywanych jest przez dziesięć czarnych świec, czyli przypadków, w których zamknięcie notowań wypada niżej od otwarcia. Być może z tego powodu wczoraj nastąpiło pewne odreagowanie, choć ostateczna wartość indeksów nie odbiegła zbytnio od swoich wtorkowych poziomów odniesienia. Swoje niewątpliwe znaczenie ma również zbliżająca się oferta Lotosu, która może przyciągnąć do Polski trochę nowego kapitału.

Ogólnie nastroje w regionie zostały osłabione za sprawą wyższej od oczekiwań kwietniowej inflacji na Węgrzech, ale fundamenty akurat naszej gospodarki są niezłe. Rynek mimo zmiany nastawienia RPP nadal oczekuje na obniżki stóp procentowych, więc i szanse na kontynuację odreagowania są niemałe. Niepewność związana z terminem wyborów parlamentarnych została zredukowana do zera, a propozycji odwołania premiera zgłaszanych przez kilka ugrupowań nikt chyba nie bierze na serio. Zatem polityka chwilowo może przestać odgrywać kluczową rolę. Prawdopodobnie nie na długo, ale każdy okres względnego spokoju może obudzić drzemiące w inwestorach pokłady optymizmu. Interesujące mogą być przymiarki do nowego budżetu. Rząd, nie bardzo związany ze swoim zapleczem parlamentarnym (o ile go w ogóle ma), będzie w stanie pozwolić sobie na tworzenie budżetu zgodnie z kanonami ekonomii, a nie populistycznych haseł.

Zwróć uwagę:

WSiP - zakupy przed czerwcowym walnym zgromadzeniem jeszcze potrwają jakiś czas.