Kolejny tydzień upłynął na warszawskim parkiecie w oczekiwaniu na pojawienie się jakiegokolwiek popytu. Po wtorkowej wyprzedaży znaleźli się bohaterowie, którzy zaczęli bronić indeksów, nie dopuszczając do wybicia dołem z trendu bocznego. Jednak ich zapał i zapewne zasób gotówki starczył zaledwie na dwie sesje. W piątek wszystko wróciło do normy, czyli niedźwiedzie odzyskały kontrolę na parkiecie i nic nie wskazuje, by ta sytuacja miała się zmienić na najbliższych sesjach. Tym bardziej że wiosna w pełni, a jak wiadomo to dobry czas dla niedźwiedzi.
Dodatkowym sprzymierzeńcem pesymistów w najbliższych tygodniach będzie wysyp emisji na rynku pierwotnym, który spowoduje odpływ części gotówki z parkietu. Nie należy oczywiście przeceniać tego faktu, gdyż po ostatniej ofercie Skarbu Państwa, czyli sławetnej "żubrówce", z całą pewnością inwestorzy podejdą ostrożnie do propozycji z rynku pierwotnego. Przedział cenowy Lotosu to czysta abstrakcja. Jak może sobie inwestor oszacować ryzyko inwestycji, jak różnica pomiędzy ceną minimalną a maksymalną wynosi ponad 35% i nie ma wpływu na cenę, po której kupi akcje?! Pomyśleć tylko, że ktoś wziął pieniądze za doradzanie przy tej prywatyzacji. Z pewnością kolejny debiut poniżej ceny emisyjnej spółki prywatyzowanej przez Skarb Państwa doprowadziłby do spadku zainteresowania tak zwanej drobnicy nie tylko rynkiem pierwotnym, ale i całą giełdą. To, że rynek nie jest maszynką do robienia pieniędzy, wiedzą wytrawni gracze, "niedzielni" inwestorzy przekonują się o tym dopiero teraz. Szkoda tylko, że na tym możemy ucierpieć wszyscy: Skarb Państwa - bo nie będzie chętnych do zakupu nowych spółek, biura maklerskie - bo nie będą mieć prowizji ze sprzedaży, inwestorzy giełdowi - bo płynność na rynku będzie gorsza niż teraz (czy to jeszcze możliwe?).
Obecnie jest bardzo trudno wyrokować co do dalszych ruchów indeksów na warszawskiej giełdzie. Ewidentnie widać brak popytu. Spadek WIG20 poniżej 1800 pkt w poszukiwaniu popytu w dłuższej perspektywie powinien nam wyjść na zdrowie. Czy tak się stanie, w dużej mierze zależy od sytuacji na rynkach światowych.