W maju - tak samo jak w całym II kwartale - w Stanach Zjednoczonych najsłabiej wypadają spółki energetyczne. W tym miesiącu ich notowania obniżyły się już o przeszło 5%, a od końca marca o ponad 10%. Natomiast najlepiej radzą sobie przedsiębiorstwa z branży technologicznej. W tym miesiącu zyskały już ponad 4%, niwelując kwietniowy spadek. W I kwartale sytuacja była odwrotna - firmy energetyczne mocno rosły, technologiczne najbardziej traciły. Biorąc pod uwagę, że skala przeceny spółek energetycznych jest znacznie większa niż wzrost technologicznych trudno raczej w tym upatrywać optymistycznych wskazań. Raczej przekonuje to, że mamy do czynienia z odbiciem - spadek cen ropy i innych towarów inwestorzy przyjmują na razie za dobrą monetę. Wydaje się jednak, że niedługo zaczną traktować to jako zwiastun gorszych czasów dla gospodarki. Obniżka ceny ropy nie jest tylko wynikiem umocnienia dolara, czy większych zapasów, ale też zmniejszenia prognoz dotyczących tegorocznego zapotrzebowania na ten surowiec.
W tej sytuacji najbardziej prawdopodobne jest to, że w obecnej - w krótkim terminie nierozstrzygniętej - sytuacji na wykresie S&P 500 przeważy podaż. Z jednej strony, indeks na przełomie kwietnia i maja wykonał ruch powrotny do linii trenu rosnącego, biegnącej po dołkach z sierpnia i października 2004 r. Zatrzymał się on na 38,2-proc. zniesieniu wcześniejszego spadku. Z drugiej strony, przełamana została linia opisująca zniżkę z marca i kwietnia, a "pięćsetka" nie zdołała jeszcze przebić prostej, łączącej dołki z minionego miesiąca. To ona na wysokości 1154 pkt wyznacza kluczowe wsparcie. Jego przecięcie otworzyłoby drogę do osiągnięcia 1060 pkt.
Wtorkowa poprawa nastrojów na węgierskim parkiecie nie zapowiada przełomu. Ten rynek, zresztą podobnie jak wiele innych emerging markets, zachowuje się w ostatnich tygodniach znacznie słabiej od giełd państw rozwiniętych. Cały czas aktualny jest scenariusz spadku BUX-a do 14 tys. pkt, gdzie wypada 23,6-proc. zniesienie 3,5-letniej hossy.