"Rynek odetchnął, bo dane o inflacji pokazały, że stopy procentowe w USA nie będą rosnąć szybciej niż dotychczas. W dodatku już wiemy, kiedy będą wybory, co zmniejsza niepewność polityczną w kraju" - powiedział Krzysztof Rup, dealer PKO BP. Wczoraj prezydent i marszałek Sejmu ogłosili, że wybory parlamentarne odbędą się 25 września, a pierwsza tura prezydenckich 9 października. Z kolei kwietniowa inflacja bazowa w USA okazała się niższa od prognoz rynku, co - zdaniem ekonomistów - pozwala zachować Fed dotychczasowe, umiarkowane tempo podwyżek stóp.
Zdaniem analityków Banku Handlowego, po przełamaniu przez złotego poziomu 4,17 za euro, kolejnym celem będzie 4,13, a później 4,11.
Na rynku długu również nie ustają wzrosty cen za sprawą oczekiwań na obniżki stóp w kraju oraz dzięki ostatnim spadkom rentowności na rynkach zachodnich.
"Pomaga nam sytuacja za granicą, gdzie po danych o niższej inflacji w USA, mieliśmy spore wzrosty cen. Jednak rynek koncentruje się już na krajowych danych makro, które zwiększają szanse na dalsze obniżki stóp procentowych. Ceny długu mogą dalej rosnąć" - powiedział Krzysztof Mordes, dealer Banku Millennium.
W piątek zostaną opublikowane dane dotyczące produkcji przemysłowej i jej cen. Zdaniem analityków, powinny one być pozytywne dla rynku obligacji, pokazując znaczne spowolnienie wzrostu gospodarczego, jak również inflacji.