Piątkowa sesja, w ramach skróconego tygodnia, miała z założenia przebiegać w nudnej atmosferze, a zakres wahań cen miał być niewielki. Tymczasem już z samego rana okazało się, że rynek sporo rośnie. Motorem napędowym okazały się banki rosnące na skutek informacji z rynków zachodnich.
W efekcie na zamknięciu (+2,06%) przy nie takim niskim obrocie przekroczony został poziom 1900 pkt. Fakt ten sam w sobie nie ma aż tak dużego znaczenia. Jeśli jednak weźmie się pod uwagę scenariusz, w którym formujemy właśnie prawe ramię formacji głowy z ramionami, to wzrost sam w sobie nie jest już zaskoczeniem. Co więcej, sądzę, że jest jeszcze pole do jego kontynuacji, mniej więcej do poziomu około 1950 pkt. W tej okolicy przebiega aktualnie średnia krocząca ze 100 sesji (i 15 tygodni), która biorąc pod uwagę ułożenie wszystkich dziennych średnich (charakterystyczne dla bessy), nie powinna zostać przekroczona. Niestety, o ile wcześniej obrót utrzymywał się na dosyć wysokim poziomie, o tyle teraz zaczyna coraz wiarygodniej potwierdzać formowanie się drugiego ramienia.
Mimo iż nie widzę większych podstaw fundamentalnych przemawiających za spadkiem, to jednak ponowne zejście do 1800 pkt i w konsekwencji przełamanie tego wsparcia jest wielce prawdopodobne. Zakończenia korekty wyższego rzędu spodziewałbym się wówczas na wysokości 1600 pkt, gdzie znajduje się lokalny dołek sprzed roku, 50-procentowe zniesienie hossy z okresu 2002-2005 i wreszcie zasięg spadku obliczony na zasadzie złotej proporcji dla ostatniego impulsu wzrostowego z przełomu stycznia i lutego. Nie wiem, czy niesprzyjająca naszemu rynkowi otoczka polityczna (referenda, wybory itp.) może wywołać aż taką bessę. Warto jednak zauważyć, że na wykresie tygodniowym większość oscylatorów jest bliska przełamania swych minimów z sierpnia ubiegłego roku. Warto je obserwować, bo może wyprzedzą one sam spadek indeksu. Ich ewentualne odbicie od wsparcia na razie jedynie uwiarygodni trwającą korektę.