Majowy wzrost zatrudnienia był o ponad połowę mniejszy niż spodziewali się analitycy i ekonomiści ankietowani przez agencję Bloomberga. Średnia ich prognoz wynosiła 175 tys. Konsumenci i spółki płacą w tym roku o wiele więcej za paliwo. Mniej pieniędzy zostaje im na inne wydatki, w tym na zatrudnianie nowych pracowników. Wysokie koszty energii wywołują też presję kosztową na inne towary i usługi, co zapewne skłoni Rezerwę Federalną do kolejnej podwyżki stóp procentowych pod koniec czerwca.

Przemawia za tym również większy niż się spodziewano wzrost kosztów pracy. W I kw. były one wyższe o 3,3% niż w takim samym okresie przed rokiem, a w ostatnich trzech miesiącach ub.r. wzrosły aż o 7,7% w stosunku rocznym. Był to największy ich wzrost od III kw. 2000 r.

Zatrudnienie w amerykańskich firmach usługowych, do których zalicza się placówki handlu detalicznego, banki i agencje rządowe wzrosło w maju o 64 tys. osób w porównaniu z 232 tys. w kwietniu. Większość miejsc pracy w tej branży przybyła w oświacie i służbie zdrowia, czyli w sektorach w znacznej mierze finansowanych z budżetu. W usługach informatycznych, nieruchomościach i rozrywce zatrudnienie w maju spadło.

Nadal jedną z najsłabszych gałęzi amerykańskiej gospodarki jest przemysł. W maju zlikwidowano w nim 7 tys. miejsc pracy po 9 tys. w kwietniu. Fabryki zmniejszały zatrudnienie w ośmiu z ostatnich 9 miesięcy.

Dochody pracownicze nieco w maju wzrosły. Średnia stawka godzinowa zwiększyła się o 0,2%, 3 centy, do 541,81 USD tygodniowo.