Po sesji, na której padł poziom oporu, należało się spodziewać dalszej przewagi popytu. Inaczej groziłoby nam zanegowanie sygnału, a tym samym przykre dla byków konsekwencje. Na szczęście dla nich wszystko skończyło się dobrze, choć przebieg sesji nie był jednoznacznie pozytywny.

Początek notowań przebiegał jeszcze po myśli posiadaczy długich pozycji. Jednak tuż przed 10. 00 nastroje zaczęły się psuć. Po rozpoczęciu notowań na rynku akcji ceny kontraktów zjechały pod poziom poniedziałkowego zamknięcia. Szybko jednak powróciły na plus. Tym samym można było odnieść wrażenie, że poziom ten będzie wsparciem dla wykresu. Faktycznie, drugi raz ceny nie spadły już tak nisko. Południe, gdy zwykle rynek zapada w śpiączkę, wczoraj zostało wykorzystane przez kupujących, co przerodziło się w powolny wzrost cen. Przed 15.00 zanotowane zostały nowe maksima sesji. Dobre nastroje zostały utrzymane do końca notowań.

Mamy za sobą sesję, która potwierdza poniedziałkowy sygnał wzrostu. To oczywiście cieszy byki. Mniej pocieszający jest jednak fakt, że nieubłaganie zbliżamy się do poziomu oporu na 2000 pkt. W tej chwili nie wydaje mi się, by ceny miały duże szanse na wyjście ponad ten opór. Jeśli przyjąć, że to założenie jest prawidłowe, to miejsca do wzrostu pozostało niewiele. Każdy, kto teraz kupuje, musi sobie zadać pytanie, jaka podaż będzie stała w okolicy 2000 pkt. Czy faktycznie gra jest warta świeczki? Oczywiście, nie można wykluczyć dalszego wzrostu, ale jeśli nawet, to nie dokona się on "z marszu". Zapewne przyjdzie nam przetestować ponownie poziom 1930 pkt, ale teraz już jako wsparcie i to będzie faktyczny test determinacji kupujących. Gdyby ceny spadły ponownie niżej, to już znacznie głośniej mówiłoby się o wielomiesięcznej formacji głowy i ramion.