Reklama

To jeszcze nie koniec euro

Zarówno Niemcy, jak i Włochy potrzebują wyraźnie niższych stóp procentowych niż te, które dyktuje EBC

Publikacja: 11.06.2005 09:11

I cóż to się stało! Wystarczyło jedno, no - niech będzie - dwa nieudane referenda i co poniektórzy zaczęli przebąkiwać o konieczności wycofania się ze strefy euro. Czyżby waluta, która w ciągu kilku lat po swoich narodzinach, miała, zdaniem twórców, stać się najważniejszą walutą świata kończyła właśnie swój żywot? No nie przesadzajmy, ale ostatnie wydarzenia z pewnością można uznać za ciekawe.

"Nie" dla konstytucji europejskiej można rozpatrywać na różnych płaszczyznach. Jedni powiedzą, że to "nie" dla rozszerzenia Unii Europejskiej, inni wskażą, że to wotum nieufności dla lokalnych rządów. Jeszcze inni, że społeczeństwa bogatych krajów Unii boją się "obcych, zabierających pracę" (przykład słynnego już "polskiego hydraulika"). Co by nie powiedzieć, sprawa na pewno nie jest jednoznaczna. Przy czym znacznie gorzej, żeby nie powiedzieć śmieszniej, wyglądają Francuzi. De facto odrzucili oni konstytucję, którą sami spreparowali.

Szybko zaczęły pojawiać się głosy o kryzysie Unii i, trochę ni w pięć, ni w dziewięć, o problemach ze wspólną walutą. Oczywiście trudności w przyjęciu konstytucji mają się tak do istnienia wspólnej waluty, jak przegrana Gołoty do ogólnej kondycji polskiego sportu. Związek niby jest, ale nie bezpośredni. Skoro z samego faktu nieprzyjęcia konstytucji przez Francję i Holandię nie wynika nawet to, że tej konstytucji nie będzie (przy pięciu krajach sprzeciwiających się decyduje Komisja Europejska, mamy więc jeszcze trzy kraje "w zapasie"), to co dopiero mówić o rozpadzie strefy euro? Tym bardziej że rezygnacja ze wspólnego pieniądza byłaby procesem szalenie skomplikowanym i kosztownym. Zresztą na dobrą sprawę w tej chwili trudno nawet spekulować, w jaki sposób miałoby to się odbywać.

O końcu euro, czy też o wyjściu ze strefy euro, najgłośniej mówiono w Niemczech i we Włoszech. W Niemczech, gdzie doszło podobno do spotkania przedstawicieli rządu i banku centralnego, wszystko owiane było mgłą tajemnicy, a wszelkie spekulacje oficjalnie od razu dementowano. W przypadku Włoch z kolei o wyjściu ze strefy wspólnej waluty wypowiedział się wprost, bez ogródek, jeden z ministrów. Nie jest, moim zdaniem, przypadkiem, że sprawa dotyczy właśnie tych państw. Tu bowiem o wspólnej walucie myśli i mówi się najgorzej. Sytuacja gospodarcza nie jest, delikatnie mówiąc, za ciekawa, przy czym wśród winowajców takiego stanu rzeczy wymienia się na czołowych miejscach właśnie euro. Chodzi przede wszystkim o wspólną politykę pieniężną. Zarówno Niemcy, jak i Włochy z pewnością potrzebują wyraźnie niższych stóp procentowych niż te, które dyktuje w tej chwili Europejski Bank Centralny. Niestety, polityka musi byś wspólna dla wszystkich. Na pierwszym planie jest walka z inflacją, a niektóre kraje mają z nią większy problem i koło się zamyka. Czyżby więc Friedman miał rację mówiąc, że koncepcji euro daje co najwyżej dwadzieścia lat (biorąc pod uwagę czas, w którym to mówił zostało nam już niewiele ponad 10 lat)?

Na razie wszelkie spekulacje na temat końca euro można uznać za zdecydowanie przedwczesne. A plotki o spotkaniach na szczycie w tej kwestii, czy też wypowiedzi polityków bardziej za próbę wpłynięcie na EBC. Zresztą niektórzy analitycy już zaczęli przebąkiwać, że bank ten może rzeczywiście obniżyć stopy procentowe. Jak będzie, przekonamy się już niedługo.

Reklama
Reklama

Autor to główny ekonomista

Internetowego

Domu Maklerskiego

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama