Wczorajsza sesja udowodniła, że magia oporu w okolicy 2000 pkt jest nadal silna. Bykom nie udało się przeprowadzić ataku z prawdziwego zdarzenia, mimo że notowania rozpoczęły się stosunkowo blisko. Brak sił nawet na próbę ataku niezbyt dobrze świadczy o stronie popytowej. Oczywiście jedna sesja jeszcze niczego nie przesądza. Byki nadal mają szansę na kolejną próbę. Może tym razem będzie ona przeprowadzona skuteczniej.

Tuż po otwarciu ceny kontraktów zanotowały lokalne maksimum całego wzrostu trwającego od połowy maja. Wydawało się, że te kilka punktów do 2000 pkt zostanie szybko pokonane przez kupujących. Stało się inaczej. Rozpoczęcie notowań na rynku akcji zaktywizowało podaż, która zaczęła przeważać. Spadek był na tyle mocny, że po południu zagroził ostatnio wykreślonej luce hossy. Jej światło zostało naruszone, ale sama luka okazała się skutecznym wsparciem. Ceny nie zjechały niżej, a w drugiej części sesji powoli się podnosiły.

Z technicznego punktu widzenia, sesji nie można uznać za przełomowej. Popyt przestraszył się oporu, ale spadek cen nie był na tyle mocny, by uniemożliwić przeprowadzenie kolejnej próby. Ta niedługo nadejdzie. Walka z poziomem 2000 pkt zapewne na jednej sesji się nie skończy. Cały czas sprawa wyjścia nad 2000 pkt nie jest pewna. Z jednej strony jest to poważny opór i podaż łatwo nie da za wygraną, ale z drugiej nastroje panujące na rynku nie pozwalają na spadek cen. Przeważa pesymizm, a wiadomo, że na rynku większość nie może mieć racji. Wskazuje na to wartość bazy lub choćby poziom Wigometru wyznaczonego na ten tydzień. By spadek był możliwy, musi zajść zmiana oczekiwań. Impulsem do takiej zmiany może być naruszenie oporu. Mamy więc paradoks, że by ceny spadły, muszą najpierw wzrosnąć.