Możliwość wystawiania i przesyłania faktur w formie elektronicznej wprowadziła ustawa o VAT z ubiegłego roku. Dla firm jest to nie lada gratka - większość i tak wystawia faktury w ten sposób, że do zachowanego w komputerze wzoru wprowadzają dane klienta i drukują. I albo dają do podpisu na miejscu, ale wysyłają pocztą. A druk i wysyłka to dodatkowe koszty. Zwłaszcza koszty wysyłki można by znacznie obniżyć, gdyby faktury wysyłać e-mailem (dla firm telekomunikacyjnych czy banków byłyby to gigantyczne oszczędności).

Problem polega na tym, jak udokumentować, że faktura rzeczywiście wyszła z danej firmy, a nie została sporządzona w komputerze przez klienta. Ma to duże znaczenie, ponieważ na podstawie faktur odlicza się od przychodu wydatki, stanowiące koszty prowadzenia działalności gospodarczej czy - od tego roku - te związane z tzw. ulgą internetową.

Dlatego resort finansów chciałby, aby faktury były sporządzane za pomocą tzw. bezpiecznego podpisu elektronicznego. Ów bezpieczny podpis składa się z odpowiedniego certyfikatu, oprogramowania i specjalnej przystawki do komputera. Za jego wydanie płaci się kilkaset złotych, a potem, za przedłużenie, po kilkadziesiąt złotych rocznie. Ale dla wielu firm to za drogo - wolałyby rozwiązanie, w którym resort finansów zrezygnuje z zabezpieczeń. Czyli firma po prostu słałaby formularz e-mailem do klienta - i to wystarczyłoby jako dowód zapłaty. Takie rozwiązanie niesie ze sobą mniej trudności dla osób prywatnych, będących odbiorcami faktur - nie wymaga od nich ani dodatkowych wydatków, ani oprogramowania.

Nie wiadomo, co resort finansów wybrał. Ale - jak zapewnił Jarosław Neneman, wiceminister finansów odpowiedzialny za podatki - rozporządzenie będzie wkrótce gotowe. - Będzie albo jeszcze w czerwcu, albo na początku lipca - powiedział.