Nowa fala spekulacji na temat możliwego obniżenia stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny pobudziła wczoraj do wzrostu europejskie indeksy. W efekcie frankfurcki DAX wspiął się do rekordowego w tym roku poziomu 4637,3 pkt. Niemieckim bykom jednak nie udało się utrzymać indeksu na wysokich poziomach. Ostrzeżenie FedEX oraz obniżenie przez Merrill Lynch rekomendacji dla akcji Deutsche Telekom z kupuj na neutralnie, sprawiły, że o godzinie 16.00 DAX notowany był 0,15% na minusie. Nawet spadające euro, które ponownie osiągnęło 9 miesięczne dno, nie było już dostateczną zachętą do kupna akcji. Wydaje się, że po dwumiesięcznych zdecydowanych wzrostach, niemiecki rynek dorósł już do większej korekty.
Pogorszenie nastrojów w Europie, jak również środowa, mało zachęcająca do wzrostów sesja w USA, przyniosły lekko spadkowy początek dnia na Wall Street. Nie pomagały także, ponownie rosnące po środowej korekcie, ceny ropy.
Analizując sytuację techniczną na głównych amerykańskich indeksach, nietrudno dostrzec wyhamowywanie tendencji wzrostowej. Po wyraźnej zwyżce z ubiegłego piątku, strona popytowa ma zauważalne problemy z kontynuacją wzrostu. Jest to zrozumiałe, zwłaszcza w przypadku indeksu szerokiego rynku S&P500, który po dwóch miesiącach zwyżki, znalazł się zaledwie 100 punktów poniżej szczytu z 7 marca br. (1225,3 pkt). W tej sytuacji spowolnienie, które przynosi na dziennych wskaźnikach pierwsze wstępne sygnały sprzedaży, jest czymś naturalnym.
Mimo to jednak, za wcześnie jeszcze mówić o spadkach. Nie można bowiem wykluczać, że po większej lub mniejszej korekcie, wzrosty na Wall Street będą kontynuowane. Tym bardziej, że na wykresie tygodniowym wciąż obserwujemy dominację popytu i trzy czy cztery korekcyjne sesje tego nie zmienią.
Ponadto na rynku wciąż jest dużo taniego pieniądza, który napędza koniunkturę. Dlatego do czasu aż w sposób wyraźny nie wzrosną stopy procentowe na świecie albo też nie dojdzie do większego kryzysu, o duże spadki zarówno w USA, jak i na świecie może być ciężko.