W I kw. niemiecki PKB wzrósł o 1% w stosunku do IV kw. 2004 r. To największa kwartalna zwyżka od 2001 r. Chociaż jest ona traktowana jako potwierdzenie ożywienia gospodarczego, to w ujęciu rok do roku tempo rozwoju jest już mniej imponujące. Mierzony w ten sposób wzrost PKB wyniósł tylko 1,1%. To niewiele w porównaniu z drugą połową lat 90., kiedy średnio przekraczał 2%. Pięć lat temu - u szczytu hossy internetowej - gospodarka naszych zachodnich sąsiadów rozwijała się nawet w tempie 4,7%. Blado wypada też porównanie z USA, gdzie w I kw. gospodarka wzrosła o 3,7%. Obecna dynamika niemieckiego PKB jest wciąż za niska, by doprowadzić do redukcji bezrobocia. Wprost przeciwnie, jego stopa rośnie już od czterech lat - w tym czasie zwiększyła się z nieco ponad 9% do blisko 12%.
Eksport siłą napędową
Umiarkowany wzrost niemieckiej gospodarki to w ostatnich kwartałach zasługa głównie eksportu. Ostatnio wzrósł o 6,4%. Popyt wewnętrzny jest bardzo słaby. Wydatki konsumentów wzrosły w I kw. ledwie o 0,1%. Niemcy wstrzemięźliwie wydają pieniądze w obawie przed utratą pracy. To właśnie w wysokim bezrobociu ekonomiści upatrują przyczyn słabości popytu krajowego. To swoisty zaklęty krąg - bezrobocie dusi wydatki konsumentów, a rosnące wolno wydatki nie pozwalają na rozkręcenie koniunktury i wzrost zatrudnienia.
Jako umiarkowanie optymistyczne można określić prognozy ekonomistów. Przykładowo, analitycy Dresdner Banku uważają, że choć gospodarka może zwolnić w II i III kw., to w całym roku wzrost PKB utrzyma się na poziomie 1%. W przyszłym roku możliwy jest wyższy wzrost - o 1,7%. Także ekonomiści Commerzbanku nie widzą powodów do radykalnego przyspieszenia. Co prawda pojawiają się pozytywne czynniki, takie jak spadek wartości euro sprzyjający eksporterom, ale w większym stopniu zaszkodzić im może z kolei mniejszy wzrost światowej gospodarki. Analitycy nie wiążą też nadziei z popytem wewnętrznym.
Ostrożne prognozy