Reklama

Stanowisko "Pudełko"

To brzmi głupio, ale nieszczęście pozwoliło mi być zauważonym

Publikacja: 27.06.2005 12:41

12 lat temu, pewnego szarego listopadowego dnia, rozmawiałem z moim klientem, dyrektorem finansowym francuskiej firmy będącej światowym liderem w branży kosmetycznej.

- U nas nie ma opisów stanowisk. Taka jest nasza kultura organizacyjna. Ten, kto się u nas sprawdzi, robi nie tylko to, co do niego należy, ale też to, co należy do jego kolegów.

- Nie rozumiem.

- Tak. Na przykład kontroler zarządzania, jeśli się sprawdzi, robi czasami to, co należy do obowiązków brand managera.

- To nie tworzy bałaganu?

Reklama
Reklama

- Trochę tak.

Klient uśmiecha się do mnie i widzę w jego oczach błysk. Czuję, że będzie mu miło opowiedzieć więcej.

- Jak to może funkcjonować?

- Opis stanowiska jest jak pudełko.

- Co to znaczy?

- Weźmy mój przykład. Jestem socjologiem. Po piętnastu latach doświadczenia jestem dziś dyrektorem finansowym. Jako świeżo upieczony absolwent znalazłem się w departamencie płac. To było piekło. Tyle liczb dla humanisty nie było do strawienia. Sięgnąłem po podręcznik socjologii pracy i przypomniałem sobie, jak powinno się patrzeć na swoją pracę. Należy usiąść spokojnie i zobaczyć najpierw, co leży na biurku i co znajduje się w komputerze, czyli jakie informacje do mojego stanowiska docierają. Potem mam zobaczyć wynik mojej pracy, czyli wszystko, co produkuję i co wychodzi z mojego stanowiska. Trzeci bok to relacje. Z kim najczęściej się kontaktuję, aby wykonywać swoją pracę. A czwarty bok to zasoby, które są mi dane, aby wykonywać tę pracę, szczególnie budżet, czas i ludzie.

Reklama
Reklama

- Czyli wychodzi kwadrat.

- Ten czwarty bok to także trzeci wymiar, dodaje pudełku głębi. Jako specjalista do płac moje stanowisko było płaskie, bez budżetu, normowany czas pracy i oczywiście byłem sam ze swoim zadaniem.

- Chyba niezbyt ciekawa praca?

- I tutaj muszę się z panem nie zgodzić. Wszystkiego, czego się nauczyłem o kulturze pracy naszej firmy, nauczyłem się właśnie tu. Było dwadzieścia osób w jednym pokoju. Każdy na swoim stanowisku tępo wklepywał dane do komputera. Nie byłem najlepszy, ścisłość nie jest moją najlepszą stroną. A jednak jako jedyny zostałem promowany po roku.

- Jak to się stało?

- To brzmi głupio, ale proszę sobie wyobrazić, że nieszczęście pozwoliło mi być zauważonym. Umarł pracownik linii produkcyjnej. Na mnie wypadło wyliczenie jego ostatniej listy płac. Dlaczego? Dwa dni wcześniej byłem w fabryce, aby kierownik produkcji mi wytłumaczył, jak działa urządzenie do ewidencji czasu pracy. Chyba spodobało mu się, że jako jedyny okazałem zainteresowanie trudnościami, jakie mają robotnicy przy zaakceptowaniu nowej maszyny. Akurat została zainstalowana, a pracownicy uznali ją za kolejny dowód nieufności dyrekcji.

Reklama
Reklama

- I on pana polecił do trudnego zadania wyliczenia płacy zmarłego?

- Tak. Nie znałem wszystkich przepisów. Koleżanka z sąsiedniego biurka tłumaczyła mi je. I coś mi się wydało nieludzkie, obrzydliwe. Poszedłem do kierownika kadr, odpowiedzialnego za system motywacji i rozmawialiśmy o tym przypadku. Wiele ciekawego dowiedziałem się o zmarłym. Zapytałem, jak jego śmierć wpłynęła na morale załogi. Mieliśmy bardzo ciekawą dyskusję. W końcu kierownik kadr przyznał się, że istnieje duży opór i bunt w stosunku do nowych urządzeń ewidencji czasu pracy. Ku mojemu zaskoczeniu zapytał mnie o moją opinię. Chyba dałem mądrą odpowiedź, ponieważ następnego dnia dostałem od niego propozycję awansu. Przez następny rok wdrażałem nowy, uznany przez całą grupę, program motywacyjny dla personelu fabryki.

- Teraz rozumiem. Pan umiał wyjść ze swojego pudełka, aby stworzyć innowacyjne rozwiązanie.

- I od tej pory to był klucz wszystkich moich awansów: patrzeć, co dzieje się w pudełku kolegi.

- Ale, czy to nie łamie zasad struktury organizacyjnej?

Reklama
Reklama

- Co pan ma na myśli?

- W każdej firmie są "silosy" i każdy broni swoich uprawnień.

- Wiem, o co panu chodzi. Proszę zobaczyć strukturę organizacyjną.Patrzę na dużą kartkę papieru. Kolumny z pudełek ściśle poukładane, szare i smutne, sztywno powiązane z nazwiskami, napisanymi czarnymi literami, skromny opis w każdym pudełku. Mój klient przerywa moje zastanawianie się nad tym, co powinienem zauważyć.

- Czy to nie wygląda, jak cmentarz?

- Każdy w swoim pudełku?

Reklama
Reklama

- I dlatego w takiej firmie każdy szuka przykrywki dla swoich czynów. I broń Boże, żeby nikt nie przeszkadzał w wiecznym spoczywaniu przy pracy.

* Wszystkie zdarzenia opisane w felietonie są fikcyjne.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama