W poprzednim dodatku "Z PARKIETEM na parkiet" z 28-29 maja opisaliśmy dwa scenariusze prywatyzacji GPW, wskazując na wady i zalety każdego z nich. Pierwszy mówił o sprzedaży większościowego pakietu akcji inwestorowi strategicznemu, czyli zagranicznej giełdzie, drugi - o uzyskaniu przez zagranicznego partnera statusu mniejszościowego udziałowca.
W debacie nad prywatyzacją warszawskiej giełdy pojawiają się także inne rozwiązania. Dwa najważniejsze to powierzenie kluczowej roli w akcjonariacie GPW działającym na polskim rynku instytucjom finansowym oraz wprowadzenie akcji GPW do publicznego obrotu (oferta publiczna) i następnie na parkiet.
Instytucje: tak, ale...
W pierwszym przypadku instytucje objęłyby największą część akcji GPW. Zapewnienie im wiodącej roli niekoniecznie jednak musi oznaczać sprzedaż większościowego pakietu. Przy bardziej zrównoważonym składzie akcjonariatu żadna grupa udziałowców nie dysponowałaby bowiem większością. Jakie instytucje finansowe wchodzą w grę w tym wariancie prywatyzacji? Na pewno uczestnicy giełdy, czyli przede wszystkim domy maklerskie i banki. Ale nie tylko. Wśród zainteresowanych mogą być fundusze inwestycyjne, fundusze emerytalne, towarzystwa ubezpieczeniowe, czyli te podmioty, które aktywnie działają na rynku kapitałowym i są obecne w różnych jego segmentach. I którym z tego powodu przyszłość GPW nie jest obojętna. Akcjonariuszem giełdy mogłaby być także przyszła, powstała z inicjatywy GPW, fundacja Warsaw City, która wspierałaby powstanie i budowę centrum finansowego w Warszawie. Zaletą przyznania polskim instytucjom kluczowej roli w akcjonariacie GPW byłoby bez wątpienia oddanie jej losów w ręce podmiotów, których interesy są ściśle związane z interesami polskiej gospodarki i giełdy. Na pewno byłyby one zainteresowane stworzeniem w Warszawie z udziałem GPW centrum finansowego dla Europy Środkowowschodniej. W takim scenariuszu odpadałyby też zastrzeżenia polityków, obawiających się prywatyzacji GPW z dominującym udziałem zagranicznego kapitału. Wadą opisywanego scenariusza jest to, że GPW nie dostałaby w takim przypadku gwarancji istotnego wsparcia w zakresie technologii i know-how. Nie bardzo bowiem widać, skąd - od jakich instytucji - takie wsparcie mogłoby pochodzić. Polskie podmioty nie mają doświadczenia w organizowaniu i prowadzeniu giełd (nie licząc utworzenia przez nie Centralnej Tabeli Ofert, co niekoniecznie stanowi dobrą rekomendację w przypadku prywatyzacji GPW). W tym scenariuszu nierozstrzygnięta pozostaje również kwestia pozycjonowania naszego rynku w Europie, a nawet w naszym regionie. Zmieniłby się właściciel, ale kwestia tego, jak zbudować silną pozycję GPW na jednoczącym się i coraz bardziej konkurencyjnym rynku europejskim, pozostałaby nierozstrzygnięta.
Warto też zwrócić uwagę, że niektóre instytucje finansowe - na przykład otwarte fundusze emerytalne - na razie powściągliwie mówią o swoim udziale w prywatyzacji GPW i wskazują, że będą ją traktować tak, jak każdą inną okazję inwestycyjną. Tymczasem prywatyzacja giełdy nie jest przedsięwzięciem, w którym Skarb Państwa powinien brać pod uwagę tylko parametry finansowe. Nawet jednak trzymając się takiej logiki nie jest oczywiste, że polskie podmioty zaoferują najlepsze warunki transakcji.