Sytuacja techniczna kontraktów nieco się skomplikowała. W przeszłość odszedł regularny trend wzrostowy, z jakim mieliśmy do czynienia od połowy maja do momentu niedawnego przebicia linii tej tendencji. Z drugiej strony, byki nie dały tak łatwo za wygraną. Notowania utrzymały się powyżej wsparcia w postaci kwietniowego dołka (1997 pkt). O niechęci do przeceny świadczy fakt, że kupujący przystąpili wczoraj do działania, zanim oscylator stochastyczny zdążył choćby dotrzeć do strefy wyprzedania. Te sprzeczne czynniki wskazują, że na rynku zapanowała równowaga sił. O braku zdecydowania świadczy zresztą sam układ świec - we wtorek biała, w środę czarna, wczoraj znowu biała.
W efekcie kontrakty znalazły się w konsolidacji między wspomnianym wsparciem (1997 pkt) a ostatnim, czerwcowym szczytem (2056 pkt). Wczorajsze zamknięcie (2031 pkt) znajduje się niemal dokładnie w połowie tego wąskiego przedziału. Ruchy kursu w tej strefie nie mają większego znaczenia. Sygnały kupna lub sprzedaży pojawią się dopiero po wybiciu z konsolidacji. Można prognozować, że minimalny zasięg późniejszego ruchu będzie równy szerokości trendu bocznego, czyli blisko 60 pkt. W razie przebicia wsparcia można będzie zatem oczekiwać zniżki przynajmniej do 1938 pkt. Trzeba przy tym podkreślić, że pokonanie bariery na wysokości 1997 pkt będzie równoznaczne z rozpoczęciem średnioterminowego trendu spadkowego.
W bardziej optymistycznym dla byków scenariuszu, po pokonaniu oporu (2056 pkt), futures powinny dotrzeć co najmniej do 2115 pkt. Jest to niewiele powyżej kluczowego szczytu z końca lutego (2104 pkt), tak więc w tej okolicy będzie można spodziewać się decydującego starcia.