Tak jakoś przyjęło się na naszym rynku, że gdy dochodzi do awarii Warsetu/notowań, to mamy dość interesującą i zmienną sesję. Dobry psycholog po przebadaniu kilku losowo wybranych, rozemocjonowanych brakiem notowań inwestorów wytłumaczyłby ten rynkowy fenomen w jednym akapicie, ale potraktujmy to tym razem tylko jako ciekawostkę. Tym bardziej, że pokonanie zeszłotygodniowych/poniedziałkowych szczytów przez WIG20 ani nie było zbyt wyraźne, ani zbyt dynamiczne. Przełom to dyskusyjny.

Wczorajsze zachowanie rynku potwierdza jednak bardzo wyraźnie, że w poniedziałek mieliśmy do czynienia jedynie z korekcyjną sesją (spadek na malutkich obrotach), a głównym argumentem nie pozwalającym nam na otworzenie sobie drogi do szczytów hossy z przełomu lutego i marca (WIG20 2131,4 pkt) były rynki europejskie/Węgry. Wprawdzie z rana męczył nas ten sam problem, mimo amerykańskiego optymizmu, ale im dłużej trwała sesja, tym głośniej rosnący BUX przypominał naszym rodzimym funduszom o rekordowych cenach miedzi (KGHM +5%) nie poddających się zapowiadanym korektom, oraz oczywiście o cenach ropy, które sugerują świetne wyniki kwartalne PKN (tutaj byłbym ostrożny).

Podsumowując, należy sesję uznać za świetne przygotowanie do ataku na nowe szczyty (WIG20, bo WIG już je zrobił). Nie chodzi tutaj bynajmniej też o sam dzisiejszy ruch, ale choćby także o obroty jemu towarzyszące. Aktywność inwestorów była zdecydowanie większa niż na poniedziałkowej, korekcyjnej sesji. Teraz do pełni szczęścia potrzeba tylko udanej środowej aukcji obligacji, neutralnych wyników amerykańskich spółek i dobrych danych makro, także tych w USA. To ostatnie aktualnie budzi moje największe obawy co do końcówki tygodnia i trwałości wzrostu. Ale w sumie, czyż wzrost nie żywi się strachem?