Jeszcze w grudniu ub.r. roczna inflacja przekraczała 4%. Spadek to głównie efekt statystyczny: ubiegłoroczny czerwiec zamykał serię trzech miesięcy, w których ceny gwałtownie rosły wskutek zmian podatków i ceł związanych z wejściem Polski do Unii Europejskiej. Drożała przede wszystkim żywność. To wystarczyło, by roczny wskaźnik inflacji wzrósł z 1,7% w marcu do 4,4% w czerwcu ub.r. Ponieważ tamte wzrosty teraz "wypadają" z rocznego wskaźnika, inflacja szybko spada. I właśnie na czerwiec przypadła szczególnie duża część tego efektu.
Paliwa droższe w lipcu
W gospodarce nie ma presji na wzrost cen. W czerwcu ich poziom był niższy niż w maju. Deflacja była przy tym głębsza niż w 2003 r., który był okresem wyjątkowo niskiej dynamiki cen. Zgodnie z oczekiwaniami większości analityków, podrożały paliwa (powodem są wysokie ceny ropy i wzrost kursu dolara), ale wzrost cen o 0,8% został z nawiązką zrekompensowany przez taniejącą (o 1,2% w skali miesiąca) żywność.
Zdaniem Jacka Wiśniewskiego z Banku Pekao, GUS nie wychwycił jeszcze wzrostu cen paliw z końca ubiegłego miesiąca. Za to w lipcu będzie nas czekać wzrost cen paliw rzędu 3-4%. Ekonomista zwrócił uwagę, że Polska wyłamała się trendu w pozostałych dużych krajach regionu - wzrostu inflacji za sprawą drożejącej żywności. W efekcie roczna stopa inflacji jest w Polsce niższa niż w Czechach.
Rada chce obniżać