- Deficyt budżetowy po lipcu powinien się mieścić w przedziale 56-58% planowanej na cały rok kwoty 35 mld zł - powiedziała wczoraj wiceminister finansów Elżbieta Suchocka-Roguska. Będzie to zależeć od realizacji dochodów budżetowych. - Gdyby dochody były niższe niż w tej chwili się spodziewamy, to może być około 58%. Wydaje się, że pierwszy z tych scenariuszy jest jednak bardziej prawdopodobny - stwierdziła przedstawicielka resortu finansów. Jeśli się tak stanie, lipcowy deficyt mógłby wynieść nieco ponad miliard złotych.
W harmonogramie wykonania tegorocznego budżetu, który resort opublikował na początku roku, zakładano, że deficyt po siedmiu miesiącach wyniesie 68% planu. Lepsza realizacja budżetu wynika z przesunięcia terminu wypłat dodatków do emerytur i rent. Mają one kosztować około 1,3 mld zł. - Z pewnością dodatki te nie będą wypłacane w lipcu. Spodziewamy się, że nastąpi to w sierpniu, wrześniu - powiedziała wiceminister.
Po pierwszym półroczu deficyt wyniósł 52,9% kwoty planowanej na cały rok. Stronie dochodowej pomogła wpłata ponad 4 mld zł z ubiegłorocznego zysku Narodowego Banku Polskiego.
Według Mirosława Gronickiego, ministra finansów, cały bieżący rok budżet może zamknąć deficytem w wysokości 33 mld zł, wobec 35 mld zł zapisanych w ustawie. Jednak zdaniem E. Suchockiej-Roguskiej, jest jeszcze za wcześnie, by stwierdzić, o ile tegoroczny deficyt może być mniejszy od planu z ustawy budżetowej. - Trzeba pamiętać o konieczności dofinansowania FUS i KRUS - powiedziała przedstawicielka resortu.
PAP, Reuters