Według danych Departamentu Pracy, był to drugi z rzędu tak znaczny miesięczny spadek liczby samozatrudnionych. Gospodarce ubyło w czerwcu 303 tysiące osób pracujących na własny rachunek. Według ekonomistów, nie ma jednak żadnych powodów do niepokoju: liczba samozatrudnionych zawsze spada, gdy poprawia się sytuacja gospodarcza. Pracownicy zwolnieni w okresach recesji czy gospodarczej stagnacji, którzy próbowali zakładać małe jednoosobowe firmy, aby zarobić na własne utrzymanie, znów zaczynają znajdować zatrudnienie w większych spółkach.

Zaobserwowana w maju i czerwcu tendencja nie musi jeszcze oznaczać całkowitego odwrócenia trendu na amerykańskim rynku pracy. Miesięczne dane są zbyt wyrywkowe i Departament Pracy bardzo często je rewiduje, a dane z kolejnych miesięcy mogą nie potwierdzić ożywienia. Jednak ekonomiści uważają, że rynek pracy już teraz absorbuje coraz większą liczbę pracowników zwolnionych na początku obecnej dekady.

Potwierdzają to także badania Florida International University, z których wynika, że między 2003 a 2004 rokiem liczba osób zaangażowanych w pracę na własny rachunek spadła aż o 20%. Zjawiska nie uznano jednak za niepokojące. Aż 18 milionów osób bądź otworzyło w ubiegłym roku własny biznes, bądź pracowało dla siebie przez okres krótszy niż 4 lata. Samozatrudnienie utrzymuje się na podobnym poziomie, jak w bardzo dobrym dla amerykańskiej gospodarki 1998 roku.

Oprócz ożywienia gospodarczego jest jednak jeszcze inny poważny powód odwrotu od pracy na własny rachunek: koszt ubezpieczenia zdrowotnego. Małe firmy nie mogą korzystać z niższych rat ubezpieczenia grupowego, z jakich mogą cieszyć się większe spółki. Według ankiety przeprowadzonej na zlecenie National Federation of Independent Business, ceny ubezpieczenia zdrowotnego są problemem nr 1 dla drobnego biznesu.

(Nowy Jork)