Piątek przyniósł spadek na rynku terminowym. Wrześniowe kontrakty na WIG20 straciły 20 pkt, z czego ponad połowa przypadła na II fixing. Takie zachowanie być może było pochodną obaw o ewentualne nowe zamachy terrorystyczne w weekend, co już musiałoby odbić się czkawką na rynkach finansowych. Być może jednak ta silna sprzedaż w samej końcówce wynikała z pogarszającej się sytuacji technicznej i była przygotowaniem do większej korekty.
Nieudany atak na szczyt z 25 lutego br. (2104 pkt), oscylatory sygnalizujące wykupienie, negatywne dywergencje m.in. na RSI, wstępny sygnał sprzedaży na MACD czy też złowróżbna spadająca gwiazda na wykresie tygodniowym kontraktów, to wszystko elementy przemawiające na korzyść sprzedających. Biorąc pod uwagę skalę wzrostu i czas trwania ostatniego impulsu wzrostowego, jak również uwarunkowania historyczne, można przyjąć, że ewentualne spadki powinny przynieść korektę o minimalnym zasięgu rzędu 38,2% poprzedzających ją wzrostów. To oznacza zniżkę w okolice 2000 pkt. I właśnie realizacji takiego scenariusza należy oczekiwać w najbliższych dwóch tygodniach. Przy czym jest to plan minimum. Nie można bowiem wykluczać, że najbliższe dni będą początkiem końca trendu wzrostowego na polskim rynku.
To, co może martwić zwolenników korekty, to duża, bo aż 36-pkt. ujemna baza na kontraktach oraz jeszcze stosunkowo duża liczba pesymistów wśród uczestników ankiety Wigometr. W ostatnim badaniu 44% z nich wskazało na spadki indeksu WIG20 na koniec przyszłego tygodnia, podczas gdy wzrostów oczekuje 19%. Jednak złe nastroje niekoniecznie muszą stanowić przeszkodę. Można sobie bowiem wyobrazić, że po dwóch dniach głębszych spadków nastroje zmieniają się o 180 stopni, a tymczasem rynek będzie zniżkował dalej.