Reklama

Cel uświęca środki

Na dość oryginalny sposób uprawiania lobbingu zdecydowały się Niemcy i Japonia. W zamian za pomoc finansową oczekują od innych państw wsparcia w przeforsowaniu wniosku, mającego zapewnić im stałe miejsca w Radzie Bezpieczeństwa ONZ.

Publikacja: 29.07.2005 08:32

Dwa miesiące temu minister spraw zagranicznych Afganistanu został zaproszony do Tokio, aby zapoznać się z propozycją objęcia przez Japonię stałego miejsca w Radzie. Podczas wizyty zaproponowano mu większą pomoc w odbudowie zniszczonego wojną kraju. W tym samym czasie niemiecki wysłannik poprosił Kazachstan o pomoc w przegłosowaniu podobnego wniosku dla swojego kraju. W zamian za to zaoferował wsparcie przy wydobyciu kazachskiej ropy. Sześćdziesiąt lat po II wojnie światowej Niemcy i Japonia próbują powrócić na podium, lobbując w biednych krajach Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej, w zamian za pomoc finansową (łącznie 16,3 miliarda dolarów).

Te dwa rządy, razem z Brazylią i Indiami, próbują przekonać 191 państw zrzeszonych w ONZ do rozszerzenia Rady z 15 do 25 członków. - Są zdeterminowani. Miejsce w Radzie Bezpieczeństwa daje prestiż, władzę i pozwala na blokowanie pomysłów, które są postrzegane jako zagrożenie dla państwa - komentuje Brent Scowcroft, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego prezydentów USA Geralda Forda i George'a H.W. Busha.

Nieetyczne metody

- Gdyby metody lobbystów "Grupy Czterech" (tak bowiem określa siebie koalicja) stosowane były w narodowych wyborach, uznane byłoby to za nieetyczne - mówi ambasador Pakistanu, Munir Akram.

Wysłannicy Japonii i Niemiec zaprzeczają, jakoby mieli "handlować" ofertami pomocy w zamian za poparcie. - Nasze plany inwestycyjne w Kazachstanie nie mają nic wspólnego z propozycjami G4 - mówi Dirk Rotenberg, rzecznik Niemiec przy ONZ. W podobnym tonie wypowiada się Yoshifumo Okamura, specjalny wysłannik Japonii przy ONZ. - Nasze propozycje dla Afganistanu nie mają nic wspólnego z członkostwem w Radzie Bezpieczeństwa - twierdzi.

Reklama
Reklama

Rządy obu krajów zwracają uwagę, że liczba stałych członków Rady nie ulegała zmianie od 60 lat. Twierdzą, że czas najwyższy potwierdzić pozycję Japonii jako drugiej, a Niemiec jako trzeciej największej siły ekonomicznej na świecie.

Za i przeciw

Wniosek idzie w parze z propozycją sekretarza generalnego Kofiego Annana. 21 marca zaproponował powiększenie Rady Bezpieczeństwa, aby dostosować strukturę ONZ do "wymogów dzisiejszej polityki". Postuluje, by formuła rozszerzająca skład weszła w życie jeszcze przed wrześniem, kiedy to przywódcy największych państw świata spotkają się w Nowym Jorku, aby przypieczętować na piśmie 60. rocznicę istnienia ONZ.

Aby wniosek wszedł w życie, musi być poparty większością dwóch trzecich głosów na Zgromadzeniu Ogólnym.

Japonia broni swojego wniosku, zaznaczając, że jako druga (po USA) wnosi najwięcej do budżetu ONZ i wysłała do tej pory na misje pokojowe ponad 4,6 tys. żołnierzy i policjantów. Dodatkowo w ub.r. rozdysponowała 8,8 mld dolarów zagranicznej pomocy. Niemcy wydały na wsparcie dla ubogich krajów 7,5 mld dolarów.

Co na to inni?

Reklama
Reklama

USA uważają, że warunkiem koniecznym do rozszerzenia Rady jest wcześniejsze usprawnienie systemu zarządzania strukturą ONZ. O ile Amerykanie wykazują pełne poparcie dla Japonii, to kwestionują zasadność stałego mandatu dla Niemiec. Nie aprobują także zamiarów Brazylii i Indii. - Amerykańskie kryteria opierają się na trzech głównych filarach - gospodarce, sile militarnej oraz stabilności regionu - komentuje Shirin Tahir-Kheli, pomocnik sekretarza stanu USA ds. ONZ Condoleezzy Rice.

Brazylijczycy i Hindusi nie stosują tak wyszukanych środków dla zdobycia poparcia. Pierwsi zapewniają jedynie, że posiadają wymagane kwalifikacje. Indyjski premier Manmohan Singh, podczas wizyty w kongresie USA powiedział, że nadszedł najwyższy czas, aby Indie, jako najliczniejsza demokracja na świecie, dołączyły do najważniejszego organu w ONZ.

G4 nie zapewniła sobie, jak do tej pory, poparcia dla swojego wniosku. Poza nią jeszcze Afryka domaga się dwóch miejsc w Radzie z prawem weta. Ameryka Łacińska nie przyjęła konkretnego stanowiska w tej sprawie. Przeciw pomysłowi koalicji czterech są Chiny. Rosja nie opowiada się po żadnej stronie. - Zdobycie poparcia dla tego wniosku będzie naprawdę trudne, ponieważ na każdego zwolennika pomysłu przypada jeden przeciwnik - komentuje Brent Scowcroft.

Bloomberg

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama