Zakusy na giełdę londyńską mają dwaj najwięksi gracze na europejskim kontynencie - właściciele parkietu we Frankfurcie Deutsche Boerse i Euronext, czyli sojusz czterech rynków - paryskiego, amsterdamskiego, brukselskiego i lizbońskiego. Niemcy złożyli pod koniec ub.r. ofertę przejęcia LSE za 1,3 mld funtów (2,5 mld USD), co oznacza, że za jedną akcję londyńskiej giełdy gotowi byli zapłacić 530 pensów (23% powyżej ceny rynkowej). Zarząd LSE odrzucił ofertę i ostatecznie po kilku kolejnych próbach Deutsche Boerse wycofała się z tej propozycji (cała sprawa kosztowała posadę prezesa Wernera Seiferta). Jednak władze londyńskiej giełdy jednocześnie dały sygnał, że są gotowe rozmawiać o przejęciu pod warunkiem, że otrzymają odpowiednią ofertę cenową. Taką może złożyć np. Euronext, a Deutsche Boerse prawdopodobnie też jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa.
Według brytyjskiej komisji antymonopolowej, ewentualne przejęcie LSE przez Euronext bądź Deutsche Boerse zagrażałoby wolnej konkurencji. Wskazuje nie tylko na fakt, że inwestorzy i emitenci będą narażeni na wyższe opłaty, ale też na zmonopolizowanie systemu rozliczeń transakcji. Euronext kontroluje izbę rozliczeniową LCH.Clearnet i - zdaniem władz antymonopolowych - by mógł rozpocząć rozmowy z LSE, najpierw musiałby zrezygnować z części udziałów tej instytucji. Podobnie jest w przypadku Deutsche Boerse, do której należą Clearstream i Eurex Clearing.
Bloomberg