Amerykański S&P 500 we wtorek dalej odrabiał straty poniesione na ostatniej sesji ubiegłego tygodnia. Powrócił ponad 1240 pkt, ale nowego szczytu obecnej fali wzrostowej nie zdołał ustanowić. Od początku roku indeks zyskał ok. 2%. W porównaniu z Wielką Brytanią czy Niemcami, które poszły w górę odpowiednio o ponad 9% i blisko 13% to niewiele. Natomiast jeśli uwzględnić umocnienie dolara to okazuje się, że USA wypadają najlepiej w tym gronie.
Jak dotąd tegoroczna stopa zwrotu na amerykańskim rynku akcji nie jest zachwycająca. Tym bardziej, że giełdzie sprzyjały rosnące 13 kwartał z rzędu w dwucyfrowym tempie zyski przedsiębiorstw, spadająca przez pierwszą połowę roku rentowność obligacji, a także umacniający się dolar, który pozwalał myśleć o napływie kapitału z zewnątrz. Nieco zaskakujące jest też to, że zyski spółek z sektora dóbr konsumpcyjnych w II kwartale obniżyły się w porównaniu z tym samym okresem 2004 r., choć dane makroekonomiczne mówią o tym, że Amerykanie wciąż wydają bardzo dużo. Nieco światła na tę sprawę rzuciły wczorajsze dane o dochodach i wydatkach osobistych. Wynika z nich, że drugi raz od Wielkiej Depresji stopa oszczędności sięgnęła 0%. Przez ostatni rok roczna średnia (miesięcznych danych) obniżyła się o prawie połowę, do 1,1%. Znajduje tu odbicie fakt, że od ponad czterech lat przeszło jedną piątą dochodów osobistych Amerykanów przeznaczana jest na obsługę kredytów. Wskaźnik ten praktycznie przez ten czas się nie zmienił, choć stopy procentowe (te ustalane przez FOMC, jak i rynkowe) drastycznie się obniżyły. Wiele to mówi o tym dlaczego inwestorzy tak boją się dalszych podwyżek kosztów pieniądza oraz wpływu drożejących paliw na kondycję finansową amerykańskich gospodarstw domowych.
Dla S&P 500 w dalszym ciągu obowiązują kluczowe wsparcia w postaci marcowego szczytu przy 1225 pkt oraz linii ponad trzymiesięcznego trendu rosnącego, przebiegającej na wysokości 1212 pkt. Dopiero przełamanie tych barier stałoby się ewidentnym sygnałem końca zwyżek. Zanim do tego dojdzie na mocny ruch w górę nie ma co liczyć, ale ostatnie szczyty mogą zostać jeszcze nieco poprawione.