Reklama

Zwalniają czy zatrudniają?

Drobni polscy sklepikarze są przekonani, że napływ zagranicznego kapitału powoduje likwidację miejsc pracy. Takie twierdzenia oburzają przedstawicieli instytucji, które zabiegają o napływ do Polski kapitału z zagranicy. Gdzie leży prawda?

Publikacja: 04.08.2005 08:24

- Napływ zagranicznych inwestycji nie niesie ze sobą żadnych negatywnych zjawisk, zwłaszcza spadku liczby miejsc pracy - przekonuje Krzysztof Krystowski, wiceminister gospodarki.

Fabryka w zielonym polu

Identyczną opinię ma na ten temat również prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych Andrzej Zdebski. Pytanie o ewentualne kurczenie się liczby miejsc pracy, w związku z napływem zagranicznych inwestycji do Polski, dziwi go. - Jakie mogą być negatywne skutki dla rynku pracy, jeśli w zielonym polu powstanie nowa fabryka? - pyta retorycznie. Szef PAIiIZ-u dodaje, że inwestycje typu greenfield nie tylko same dają zatrudnienie, ale stwarzają też możliwości zwiększania liczby miejsc pracy w firmach kooperujących. Zdaniem A. Zdebskiego, nie utrudniają one też działalności polskim konkurentom, ponieważ przeciętnie w 80-90% ich produkcja kierowana jest na zagraniczne rynki. Nie może więc być mowy o likwidacji miejsc pracy w związku z wejściem do Polski zagranicznych producentów.

Potwierdza to Maciej Olczak, rzecznik prasowy spółki Zelmer: - Ani w naszej firmie, ani w Amice w związku z wejściem na nasz rynek kilku producentów sprzętu AGD, nie zmniejszyło się zatrudnienie - mówi. Przypomnijmy, że w ciągu paru ostatnich lat w Polsce postawiły fabryki m.in. Merloni Indesit oraz Whirlpool. Inwestuje tu również Elektrolux.

Kilka lat temu fabrykę poszyć samochodowych wybudowała w Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej francuska firma Faurencia Investments. - Pojawienie się w Polsce zagranicznego inwestora, działającego w tym samym segmencie co my, nie wpłynęło ani na rozwój naszej spółki, ani na zatrudnienie - mówi Jerzy Pięta, rzecznik prasowy wielkopolskiej spółki Groclin, która również produkuje poszycia.

Reklama
Reklama

Praca w usługach

- W dziedzinie usług może to wygląda troszkę inaczej, ale i tu dostrzegam same plusy - deklaruje prezes Zdebski. Setki nowych stanowisk pracy powstają w Polsce w związku z tworzeniem różnego rodzaju centrów usługowych. Koncern Volvo stawia właśnie we Wrocławiu centrum usług księgowych i informatycznych, w którym za kilka lat ma pracować ok. 500 osób. Jeszcze w tym miesiącu w Krakowie powinno ruszyć podobne centrum firmy Ahold Back Office Services, które będzie zatrudniać 200 pracowników. Placówki tego typu uruchamiają także u nas koncerny: HP, Capgemini, Lufthansa czy wspomniany już wyżej Electrolux.

Czy wejście zagranicznych inwestorów na rynek usług daje tylko wzrost zatrudnienia? - Na to pytanie nie ma prostej odpowiedzi - mówi prezes Związku Rzemiosła Polskiego Jerzy Bartnik. Według niego, np. w branży drzewnej faktycznie możemy obserwować skokowy wręcz wzrost zatrudnienia i zjawisko to jest wynikiem wejścia do naszego kraju zagranicznych inwestorów. - Mam wrażenie, że w Polsce zaczyna nawet brakować pracowników w tym sektorze - mówi J. Bartnik. - Z drugiej jednak strony w innych dziedzinach tracimy miejsca pracy, bo wejście dużego kapitału powoduje błyskawiczne zastosowanie nowych, mniej pracochłonnych technologii - dodaje.

Osobną dziedziną są usługi finansowe. Jednak zdaniem prezesa Zdebskiego, i w tym sektorze wejście obcego kapitału do Polski w ostatecznym rozrachunku zwiększa liczbę miejsc pracy. Szef PAIiIZ-u twierdzi bowiem, że po początkowym zredukowaniu liczebności załogi w przejmowanych instytucjach finansowych, inwestorzy uruchamiają nowe placówki, co wiąże się z tworzeniem nowych stanowisk pracy. - Jestem przekonany, że gdybyśmy porównali liczbę osób pracujących np. w sprywatyzowanym w połowie lat 90. banku z obecną liczbą jego pracowników otrzymamy wynik "na plus" - mówi Andrzej Zdebski.

- Ta teza nie potwierdza się w przypadku Pekao - mówi rzecznik tego banku Robert Moreń. W 1999 roku, zaraz po połączeniu czterech spółek wchodzących w skład Grupy Pekao w jeden bank, zatrudniał on ok. 25 tys. pracowników. Dziś natomiast w Pekao pracuje tylko 16 tys. osób.- To prawda, że liczba placówek się zwiększa, ale ponieważ są one w coraz większym stopniu zinformatyzowane, wcale nie idzie za tym zwiększenie liczby pracowników - wyjaśnia Piotr Gajdziński, rzecznik prasowy BZ WBK. Przypomina, że na początku lat 90. w każdym oddziale jego banku była osobna obsługa księgowa, kadrowa i windykacyjna. Tymi dziedzinami zajmowało się blisko 500 pracowników. - Dziś są to tylko jedne z funkcji centralnego systemu informatycznego, obsługiwane przez zaledwie kilka osób - wyjaśnia P. Gajdziński. Część stanowisk pracy zlikwidowano również w związku z rozwojem sieci bankomatów. W efekcie dziś Bank Zachodni WBK ma 7,1 tys. pracowników, podczas gdy na koniec 2001 roku (w czerwcu tego roku BZ połączył się z WBK) było ich prawie o 2,7 tys. więcej.

Kłopotliwe hipermarkety

Reklama
Reklama

W opinii prezesa PAIiIZ-u również w dziedzinie handlu obcy kapitał nie powoduje zmniejszenia liczby miejsc pracy. Na liście tych zagranicznych inwestorów, którzy stworzyli w Polsce najwięcej miejsc pracy, dominują właśnie sieci hipermarketów. Zdaniem A. Zdebskiego, trudno więc wierzyć w spadek liczby miejsc pracy na rynku w związku z pojawieniem się w Polsce wielkopowierzchniowych placówek handlowych. Nie można bowiem wiązać ewentualnej likwidacji małego sklepiku w jednej części miasta z powstaniem super- lub hipermarketu w innej.

- Jeśli badanie zleca gmina, która chce wybudować na swoim terenie kolejny wielkopowierzchniowy obiekt handlowy, to wyniki zawsze są pozytywne - mówi z kolei Małgorzata Gęsikowska, dyrektor generalna Naczelnej Rady Zrzeszeń Handlu i Usług. Według niej, jest prawdą, że w pierwszym etapie faktycznie zatrudnienie wzrasta, szczególnie że zachodnie sieci handlowe szukając pracowników często korzystają z biur pracy. - Potem jednak takie placówki zaczynają pracowników zwalniać - dodaje M. Gęsikowska. Jak wynika z badań, które przeprowadzają poszczególnie regionalne zrzeszenia handlu, następuje to po upływie 9-12 miesięcy od otwarcia super- lub hipermarketu.

Jednym z ostatnich było badanie, które przeprowadzono ok. 1,5 roku temu w Bydgoszczy, na zlecenie Kujawsko-Pomorskiego Zrzeszenia Handlu i Usług, w związku z budową w mieście galerii handlowej Auchan. Obiekt ma łącznie 17,6 tys. mkw. (w tym hipermarket o pow. 11,5 tys. mkw. i licząca ponad 6 tys. mkw. galeria handlowa). Przeanalizowano dane dotyczące ok. 380 różnej wielkości placówek handlowych, działających w różnych branżach.

- Okazało się, że tylko w branży konfekcji przeciętna placówka musiała zwolnić 0,8 pracownika - mówi Małgorzata Gęsikowska. - Właściciele tych sklepów przejmowali na siebie część pracy, jaką wykonywały zwolnione osoby - dodaje. Inną strategią było przyjmowanie uczniów.

Przedstawicielka Naczelnej Rady przyznaje jednocześnie, że po pojawieniu się w Bydgoszczy hipermarketu Auchan w okolicznych sklepach mięsnych i rybnych zatrudnienie paradoksalnie wzrosło. - Co jak co, ale mięso wolimy po prostu kupować u swoich - tłumaczy to zjawisko M. Gęsikowska.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama