Wczorajszy spadek indeksu WIG20 był pierwszym od półtora tygodnia. Atak podaży był bardzo wyraźny. Wartość wskaźnika obniżyła się o 1,54% przy obrotach wynoszących 577 mln zł. Na koniec dnia WIG20 osiągnął poziom 2234,6 pkt, co oznacza, że wrócił do obszaru przedwczorajszej luki hossy (2224-2237 pkt). Właśnie ta strefa wyznacza najbliższe wsparcie. Jeżeli dojdzie do jej pokonania, to indeks największych spółek powinien skierować się do krótkoterminowej linii trendu wzrostowego, która przebiega w okolicy 2160 pkt. Przełamanie tego poziomu będzie pierwszym sygnałem ostrzegawczym przed trwalszą zmianą trendu. Jego potwierdzeniem będzie natomiast dalszy spadek notowań poniżej wsparcia zlokalizowanego w okolicy 2130 pkt. Wtedy poważnie trzeba będzie się zastanowić nad sprzedażą akcji.

Na razie z takim działaniem nie warto się spieszyć. Po jednej słabszej sesji nie można wieścić zwycięstwa sprzedających. Warto pamiętać, że niedawno wygenerowany został poważny średnioterminowy sygnał kupna, który w perspektywie kolejnych tygodni powinien przemawiać za dalszą zwyżką do historycznego szczytu WIG20.

Trzeba jednak mieć na uwadze, że w krótkim terminie rynek jest już przegrzany. Stopa zwrotu za ostatnie tygodnie jest bardzo wysoka, co w obecnej sytuacji zachęca do realizacji zysków. Dodatkowo indeks dotarł już do najpoważniejszej przeszkody, która stoi na drodze do dalszej zwyżki. Jest nią górne ograniczenie dwuletniego kanału wzrostowego. Jego górna linia znajduje się na wysokości 2260 pkt. Skutecznie zatrzymała więc zwyżkę podczas środowej sesji. Nie oznacza to jeszcze, że rozpoczyna się trend spadkowy niższego rzędu, ale po wczorajszym ataku niedźwiedzi nie można tego wykluczyć. Z kupnem akcji chwilowo lepiej się więc wstrzymać. Jeżeli mamy do czynienia tylko z chwilową słabością byków, to na rynek warto będzie wrócić już po przekroczeniu przez indeks wtorkowego szczytu (2270 pkt). Gdyby korekta miała się przedłużyć, to kupno stanie się atrakcyjne w okolicy wsparcia na 2130 pkt.