Przychody spółki sięgnęły w II kwartale 1,7 mln zł. Były prawie dwukrotnie większe niż w I kwartale i wyższe niż w całym I półroczu 2004 r. I na tym koniec dobrych wiadomości. Wyniki Próchnika były w okresie kwiecień - czerwiec zdecydowanie gorsze niż przed rokiem. Spółka miała wysokie straty (patrz tabela).
Zwiększenie obrotów, to - jak tłumaczy zarząd - efekt otwarcia salonu w warszawskim centrum Arkadia, rozszerzenia asortymentu oraz realizacji kontraktu przerobowego dla firmy Nordstrom. Przychody miały być jeszcze wyższe, a wyniki dzięki temu lepsze, ale spółka dostała pieniądze z emisji ratunkowej (15 mln zł w gotówce plus zmniejszenie zobowiązań) dopiero w kwietniu. Liczyła, że nastąpi to o kilka miesięcy wcześniej. Nie mając pieniędzy, uszyła mniejszą niż chciała kolekcję wiosenno-letnią. Musiała też opóźnić rozbudowę sieci dystrybucji. Ale pewne wydatki z tym związane już poniosła, co widać w zdecydowanie wyższych kosztach sprzedaży i ogólnego zarządu.
Co będzie dalej? Ubiegły rok był pod względem przychodów najsłabszy w historii przedsiębiorstwa (4,8 mln zł). Ten ma być znacznie, nawet dwukrotnie, lepszy. To się zapewne uda. Łódzka firma produkuje głównie płaszcze i kurtki. Te najlepiej sprzedają się w drugim półroczu, w sezonie jesienno-zimowym. Dopiero wtedy przekonamy się też, na ile firmie pomogły wpływy z lutowo-marcowej oferty publicznej.
Powinny umożliwić wzrost sprzedaży wyrobów pod własną marką (spółka otworzy jesienią 4 salony, zwiększając ich liczbę do 6), co w sektorze odzieżowym jest najbardziej rentowną działalnością. Zarząd stawia też na rozszerzenie asortymentu - by zminimalizować wpływ sezonowości na przychody, oraz na marketing, bo zaniedbana w ostatnich latach marka potrzebuje wsparcia. Jakie będą efekty?
Inwestorzy cały czas zdają się wierzyć w powodzenie nowej strategii i cierpliwie czekają na jej rezultaty. Wczoraj kurs spółki przy dużych - jak zwykle - obrotach wzrósł o 1,3% i do 0,76 zł. To najwyższy poziom w ostatnich tygodniach.