Załamane wybicie ponad poprzedni szczyt czasem trochę gorzej, czasem trochę lepiej sprawdzało się w ostatnich miesiącach jako zapowiedź nieco większej korekty. W tej fali wzrostowej - zapoczątkowanej w połowie maja - nie działało zbyt dobrze. Wyjście wykresu ponad wierzchołek z 22 czerwca, które miało miejsce na początku lipca, powrót indeksu poniżej wsparcia wyczerpało potencjał spadkowy. Podobnie było w ostatniej dekadzie lipca. Po fałszywym wybiciu w górę, równie fałszywy okazywał się sygnał sprzedaży - po przełamaniu wsparcia, które wyznaczał szczyt z 14 lipca, notowania spadały jeszcze tylko jeden dzień. Gdyby rynek miał tym razem zachować się podobnie, to wczoraj korekta zakończyła się, albo przynajmniej osiągnęła swój najniższy punkt. Przemawiają za tym jeszcze przynajmniej trzy argumenty. Po pierwsze i najważniejsze, trend długo- i średnioterminowy mają kierunek wzrostowy i wciąż nie było sygnałów ich zakończenia. Wreszcie w trakcie trwającej prawie 3 miesiące zwyżki WIG20 zyskał 25%. W dwóch poprzednich falach wzrostowych (listopad 2003 - kwiecień 2004 i sierpień 2004-luty 2005) wartość indeksu największych spółek zwiększała się nieco ponad 30%, nim na rynku rozpoczynała się korekta. Do tej granicy nieco jeszcze brakuje i zdecydowanie większa dynamika zwyżki nie musi być przeszkodą - przykłady z przeszłości pokazują, że rynek jest w stanie utrzymywać wysokie tempo wzrostu przez dłuższy czas. Wreszcie po trzecie, przekroczone zostało 62-proc. zniesienie bessy z okresu marzec 2000 - październik 2001, co oznacza, że indeks powinien dotrzeć do punktu, z którego rozpoczął się spadek.
Na wczorajszej sesji popyt nie wykorzystał tych argumtnów, żeby pociągnąć notowania wyżej. Jednak po demonstracji słabości, jaką zobaczyliśmy w środę, w czwartek zachowanie naszego rynku nie odbiegało już od czołowych rynków europejskich. Dopiero zamknięcie ostatniej luki hossy (2224-2237 pkt) oznaczać będzie zmianę trendu krótkoterminowego na spadkowy.