Połączenie perspektywy przedłużonego weekendu i wtorkowych porannych wyników spółek (PKN, PKO BP) sprawiało, że nie można było oczekiwać na koniec tygodnia jakiejś ciekawej sesji. Jedyną niespodzianką było małe załamanie na węgierskim BUX, który dość panicznie zareagował na słabiutkie wyniki spółek i spadał z samego rana o ok. 2,5%. Kontrakty musiały w takim otoczeniu szybko zweryfikować optymizm przeniesiony na otwarciu z rynku amerykańskiego. Zanim rozpoczął się handel akcjami, kontrakty spadły ponad 30 pkt z poziomu otwarcia (jakże wyraźnie pokazuje to uzależnienie rynku od węgierskiego parkietu) i gdy na dobre ruszył handel na GPW, na rynku terminowym praktycznie było już "pozamiatane". Nic ciekawego na sesji już się nie wydarzyło.
Wczoraj fundusze były bowiem zupełnie nieobecne i nastroje ustalał jedynie poziom zachodnich indeksów. Tak często bywa przy wydłużonym weekendzie, a szczególnie gdy świąteczna przerwa dotyka tylko samej GPW. Do tego spółki podające we wtorek rano wyniki mają w sumie 25-proc. udział w indeksie WIG20, więc rozsądne było, aby z przemeblowaniem portfeli fundusze wstrzymały się jeszcze jedną sesję i zagrały już w odkryte karty. Po ostatnich tygodniach podbijania stawki w kartach musi być co najmniej kareta asów. Nawet neutralne wyniki po ostatnim tygodniu powinny doprowadzić do przedłużenia korekty.
W przyszłym tygodniu należy też zwrócić uwagę na podawane na koniec sesji wtorkowe dane o inflacji CPI w lipcu oraz czwartkową dynamikę produkcji przemysłowej. Ciężko będzie zmienić rynkowy konsensus co do kolejnej obniżki stóp na koniec sierpnia (25 pb.), ale reakcja dużo powie o nastrojach zachodniego kapitału. Uwaga także na środowe notowanie PKO BP bez prawa do dywidendy (1 zł na 19 sierpnia), co "zabierze" prawie 9 pkt z indeksu.