Prace nad procedurami trwały kilkanaście miesięcy. Wpływ miały na to przede wszystkim długotrwałe konsultacje z inwestorami, członkami giełdy i innymi instytucjami rynku kapitałowego. - Anulowanie transakcji rodzi poważne konsekwencje, w tym także informatyczne. Nie brakowało więc głosów sprzeciwu. Znalezienie konsensusu okazało się bardzo czasochłonne - wyjaśnia Piotr Szeliga, wiceprezes GPW. Zdradza, że sam zalicza się do przeciwników anulowania transakcji. - Takie procedury nie są zgodne ze światowymi tendencjami, zgodnie z którymi giełdy i ich członkowie mają szereg narzędzi informatycznych zapobiegających pomyłkom. Na giełdach elektronicznych dochodzi do masowego zawierania transakcji. Ich anulowanie rodzi poważne komplikacje i podważa zaufanie do całego systemu obrotu - twierdzi wiceprezes i dodaje, że anulowanie transakcji jest zaszłością giełd "parkietowych".
Decyzja zależy od członków
giełdy
Najważniejsza zmiana, w stosunku do wcześniejszych projektów, dotyczy warunków, jakie muszą być spełnione, aby przewodniczący sesji zgodził się na anulowanie transakcji. Początkowo decyzja miała być uzależniona od akceptacji wszystkich członków giełdy - stron kwestionowanych transakcji. Teraz wystarczy, by za anulowaniem opowiedzieli się członkowie odpowiadający za co najmniej 90% wolumenu transakcji i jednocześnie stanowiący więcej niż połowę stron transakcji. - Badamy, jak anulowanie transakcji przebiega w praktyce na innych rynkach. Jeżeli zajdzie taka potrzeba, opracujemy standardy postępowania w takich sytuacjach - informuje Maria Dobrowolska, prezes Izby Domów Maklerskich.
Giełda może się nie zgodzić