Rząd zdecydował w poniedziałek wieczorem, że wydatki wyniosą 221 mld zł. To blisko górnej granicy limitu, wyznaczonego przez Radę Ministrów w czerwcu w trakcie przygotowywania założeń do projektu planu wydatków i dochodów państwa. Wówczas była mowa o wydatkach od 216 do 222 mld zł.
Zdaniem analityków, przyjęcie limitu wydatków na poziomie 221 mld zł oznacza, że deficyt będzie bliski górnej granicy przedziału. Tak wynika m.in. z raportu, opublikowanego przez Bank Handlowy w Warszawie. - Naszym zdaniem, ostateczny poziom deficytu będzie bliski górnej granicy przedstawionego limitu i wyniesie najprawdopodobniej ok. 32-34 mld zł - napisali analitycy BH.
Zbliżone są także prognozy, formułowane przez analityków BZ WBK. - Deficyt wyniesie około 32 mld zł - powiedział Maciej Reluga, główny ekonomista banku.
Tymczasem jeszcze kilka miesięcy wcześniej pojawiały się sugestie, że deficyt wyniesie poniżej 30 mld zł. Także w czerwcu, minister finansów Mirosław Gronicki mówił, że deficyt będzie zbliżony do środka przedziału, wyznaczonego na 28-34 mld zł.
Co jest powodem zwiększenia deficytu budżetowego w stosunku do wcześniejszych prognoz? Jednym z elementów są ostatnie decyzje Sejmu i prezydenta. Zaaprobowali oni ustawę o emeryturach górniczych. Resort finansów zwracał też uwagę na ustawę o zwrocie VAT, która w przyszłym roku ma kosztować budżet 4 mld zł.