Wtorkowy spadek cen ropy naftowej nie poprawił nastrojów na amerykańskich parkietach. Nieudane próby odbicia wyraźnie zniechęciły inwestorów, którzy w pierwszej części wczorajszej sesji pozbywali się walorów. Spadek nie był duży - S&P 500 tracił 0,3% - ale podtrzymywało to obawy, że ostatnie dni z technicznego punktu widzenia były jedynie ruchem powrotnym po przełamaniu czteromiesięcznej linii trendu rosnącego. Potwierdzeniem takiej interpretacji stałoby się zamknięcie poniżej 1217 pkt, gdzie wypadł szczyt 17 czerwca. To otwierałoby drogę do kontynuacji zniżki, zapoczątkowanej w pierwszych dniach bieżącego miesiąca.

Sytuacja na amerykańskim rynku w tym roku staje się coraz bardziej zastanawiająca. Zyski przedsiębiorstw nadal rosną w dwucyfrowym tempie, gospodarka jest uznawana za drugą oprócz chińskiej lokomotywę światowego wzrostu, dolar od początku rośnie w siłę, natomiast stopy zwrotu z inwestycji w akcje notowane w Stanach Zjednoczonych odbiegają wyraźnie w dół od osiąganych na innych rozwiniętych parkietach. Oczywiście, inwestorom towarzyszą różne obawy, ale tak jak te związane z ropą naftową nie dotyczą tylko Ameryki, a te łączące się z podwyżkami stóp procentowych nie znajdują potwierdzenia w zachowaniu długoterminowych obligacji, będących wyznacznikiem rynkowych stóp procentowych. W najłatwiejszy sposób można to tłumaczyć przepływami kapitałów. Widząc słabe wyniki funduszy inwestujących w akcje w USA i innych regionach świata posiadacze gotówki unikają podmiotów lokujących na amerykańskich rynkach. Saldo napływu środków do tego grona funduszy zamyka się w tym roku ujemnym bilansem (1,5 mld USD, z czego w pierwszej połowie sierpnia odpłynęło ok. 5 mld USD).

Patrząc na słabość czołowych spółek z indeksu DJIA i przedstawicieli bardzo ważnych sektorów - Citigroup (kurs wciąż bardzo blisko 10-miesięcznego minimum), Wal-Mart (notowania ponownie testują dołek z I kw. 2003 r.) Exxon Mobil (pomimo rekordowych cen ropy kurs jest nadal poniżej tegorocznego szczytu) - trudno być optymistą.